Cienie i blaski pracy z domu!

Od czterech tygodni pracuję z domu. I naprawdę pracuję – odbywam spotkania, odbieram telefony, piszę teksty i ustawiam reklamy.  Te cztery tygodnie pokazały mi rzeczywistość 100% pracy zdalnej, która każdemu na etacie wydaje się być ziemią obiecaną. Nie ukrywam – dla mnie też była. W 5 sekund potrafiłam wymienić kilkanaście powodów, dla których wolałabym pracować z domu a nie codziennie spędzać 8 godzin w jakimś biurze + jeszcze marnować godzinę czy półtorej na dojazdy.

Dzisiaj – a minęło przecież wcale nie tak wiele czasu – poza oczywistymi plusami, potrafię już wskazać także minusy, których wcale nie jest tak mało. Co więcej śmiało mogę stwierdzić, że praca zdalna to nie jest rozwiązanie dla każdego! Bo trzeba Kochani bardzo dobrej organizacji, żeby poukładać sobie dzień i realizować wszystkie założone cele.

Po pierwsze – planowanie!

Pisałam i mówiłam o tym już ostatnio. Bez względu na to czym się zajmujesz zawodowo  – jeśli robisz to z domu – zwyczajnie MUSISZ PLANOWAĆ. Dlaczego? Dlatego, że w domu czeka na Ciebie całe mnóstwo „pokus” w postaci odkurzacza, pralki czy deski do prasowania. Czekają i wołają – halo, halo – jesteśmy tutaj, teraz poprasuj a później napiszesz ten artykuł.  I nie – nie mówię wcale, że jak masz plan dnia to one nie wołają! Krzyczą skubane tak samo! Tyle, że Ty jesteś uzbrojona! Masz rozpiskę i bardzo konkretne rzeczy do odhaczenia. Pokazujesz pralce środkowy palec, bo wiesz, że sprawy z kartki mają absolutne pierwszeństwo.

Ja do tej pory nie miałam nawyku planowania dnia. W biurze wiedziałam co jest do zrobienia, nic nie odciągało mojej uwagi – sprawy się po prostu działy.  W domu szybko się przekonałam, że daleko w ten sposób nie zajadę. Wstawałam rano, piłam kawę, zaglądałam do maila i jeśli nie było tam pożarów – brałam się za ściąganie prania z suszarki. Jak już ściągnęłam to myślałam sobie – oooo jest miejsce na nowe ……. i tak nagle mijały mi dwie godziny!!!! Coś umyłam, coś opróżniłam, coś wstawiłam …… dzień biegł a ja stałam w miejscu. Miałam ogarnięte rzeczy, które do tej pory ogarniałam wieczorami czy po pracy. Jednak nie miałam ogarniętej samej pracy.

 

Na szczęście szybko dostrzegłam problem i wyeliminowałam zagrożenie.

 

Pozbyłam się pokusy, żeby o 9 zrobić sobie trening albo chodzić w pidżamie do 12. Ciągle zaczynam od kawy i śniadania tyle, że zaraz potem wyjmuję kartkę i listuję zadania na dziś. Jeśli danego dnia mam spotkanie – wypisuję sobie rzeczy, które muszę absolutnie zrobić przed nim i takie, które mogą się wydarzyć  później.  Jeśli okazuje się, że akurat mam mało pracy – wiem, że mogę sobie pozwolić na odwracacze uwagi 🙂  Zakupy, pranie, wizyty w urzędzie – staram się ująć w planie, żeby wykorzystać np. przywilej przemieszczania się po mieście bez korków.

Pracuję w domu więc – zawsze jestem w pracy

No dobra ….. to ciągle jeszcze jest moim problemem. Mimo planowania zadań – w mojej własnej głowie  – musze wychodzić z pracy. W końcu nie po to rzuciłam etat, by stać się uwięzioną przy kompie pracoholiczką!!! Mimo, iż minęło kilka tygodni i racjonalnie wiem, że wieczory powinnam poświęcić rodzinie i mieć czas dla siebie – to jednak sprawdzam maila, kontroluję prowadzone działania i rozmawiam z Klientami.  Postanowiłam sobie, że nie będę tego robić, ale ciągle jeszcze trudno mi moje postanowienia przełożyć na działanie. To zdecydowany minus i dostrzega to także moja rodzina.

Mogę wyjechać kiedy chcę i na ile chcę …… ale to nie znaczy wcale, że mam wolne!

Za tydzień lecimy na urlop do Tajlandii. Bardzo się oczywiście cieszę, ale jednocześnie wiem, że moja działalność nie przewiduje póki co wylogowania się na 10 dni. Na etacie musiałam wziąć urlop i zgrać terminy z zespołem – tutaj nic z nikim nie musze zgrywać …… ale też nie ma nikogo kto by mnie zastąpił! Oczywiście mogę tak zaplanować pracę, by aktywność na urlopie ograniczyć do minimalnego minimum. Jednak pracować będę musiała.

Kawki, pogaduszki, ploteczki

Przyznaję się ……. tego mi trochę brakuje. Zauważyłam, że zaczynam zagadywać koleżanki na messengerze bo zwyczajnie tęsknię za ludźmi. Jednak w biurze socjalizacja dzieje się samoczynnie ot tak. W domu – mąż idzie do pracy, dziecko do szkoły i jedyne co możesz zrobić to włączyć sobie telewizor 😉 Powiesz teraz, że przecież mogę zadzwonić do kogoś. Tak – mogę! Jednak pamiętaj, że większość ludzi w ciągu dnia pracuje, a przerwy na kawę nie ma ochoty spędzać z telefonem przy uchu i zabawianiem Kaśki 😉 Zresztą – ja sama nie jestem fanką rozmów telefonicznych!

Wracając do pokus ….

Codzienne wychodzenie do pracy zmusza do zrobienia makijażu i ubrania się w coś bardziej eleganckiego niż t-shirt i spodenki od pidżamy.  W domu …… no cóż ……. czy jest sens zużywać podkład? I w sumie przecież jak nie umyjesz włosów to i tak nikt nie zauważy. Wstajesz rano, siadasz do kompa i działasz …….. o 15 już w sumie nie ma sensu doprowadzać się do ładu, prawda? To bardzo częsty problem kobiet pracujących w domu! Wiąże się poniekąd z planowaniem, ale tutaj chodzi o coś więcej. Musisz pamietać, że masz męża/partnera i dzieci. O ile zrobienie sobie raz na jakiś czas dnia dziecka jest ok – o tyle codzienne rozpasanie na pewno nie pomoże Twojemu poczuciu własnej atrakcyjności i postrzeganiu Ciebie przez Twoich najbliższych. To, że nie musisz wychodzić do obcych nie oznacza, że masz przestać o siebie dbać. Jesteś Kobietą!!!! Nie zapominaj o tym także w domu.

 

Sama sobie szefem

Ohhhhh YEAHHHHHHHHH!

W końcu przed nikim nie musisz się tłumaczyć i nikt nie mówi Ci co masz robić. Czyż to nie fantastycznie? Żadnych wrzutek i idiotycznych poleceń. Żadnych planów ….. ajjjjć czekaj – plany są. Mało tego – skoro nikt nie mówi Ci co masz robić …….. sama musisz to zaplanować! A jak źle ocenisz swoje moce przerobowe (bo masz za mało doświadczenia albo za dużo odwracaczy uwagi) to okazuje się, że wyrabiasz nadgodziny, za które nie dostajesz ekstra pensji.

 

Czy fajnie jest zatem pracować z domu?

Tak! ciągle uważam, że tak! Jednak nie każda z Was się w tym odnajdzie bo praca zdalna wymaga zdecydowanie większej samodyscypliny niż jakikolwiek etat. Domowa atmosfera sprzyja lenistwu i odciąga uwagę od rzeczy naprawdę ważnych. Jeśli nie umiesz postawić granicy (ja się ciagle uczę) to zamiast 8 biurowych godzin – jesteś w pracy całe 24 domowe. Jeśli jesteś zwierzęciem stadnym i potrzebujesz interakcji z innymi ludźmi – domowe zacisze może Cię po jakimś czasie przyprawić o szaleństwo. Tak oczywiście – praca zdalna to ogrom możliwości – bo tak jak w moim przypadku – ma mi dać możliwość przeprowadzki do ciepłych krajów. Jednak warto sobie uświadomić, że praca to jednak zawsze praca i bez względu na to czy się ją wykonuje z plaży, kanapy czy biurowego gabinetu …. ona po prostu musi być zrobiona. A czasami trudniej będzie nam ją wykonać w luźnej atmosferze – tutaj ostatecznie najważniejsza jest (jak zwykle) motywacja i samozapacie. Jeśli Ci tego brakuje – domowy fotel może nie być wcale najlepszym dla Ciebie rozwiązaniem. Bo trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie parkanu!

 

 

 

 

 

 

Autor Kasia