Czy ja zwariowałem?

Przy okazji ostatniej mojej w Polsce bytności odwiedziłem Staruszków i jak to w takich sytuacjach bywa wzięło nas na wspominki 😊

Rodzice na prompter chętnie wrzucili hasło: PRACA.

Doświadczenie mieli ze mną jedno z młodości – byłem leniem na poziomie arcymistrza, robiłem wszystko, aby nic nie robić i wszyscy znajomi zgodnie utrzymywali, że mógłbym szkolić z tej tematyki 😉

Moją pierwszą pracą na stałe (gdy nie dostałem się na studia dzienne mój ukochany Tatuś powiedział „uczyć Ci się nie chce to musisz pracować” – wtedy też skonstruowałem swoją pierwszą lalkę voodoo, szpilek brakło, a Pan Tata był dalej w formie???)  była stacja benzynowa w odległym o kilkadziesiąt kilometrów od domku Bielsku Białej.

Pani Mama jak to rasowa Mama zamartwiała się wczesnym wstawaniem Synusia, dojazdem z przesiadką, ogólnie higieną pracy, a Tatuś powiedział tylko „Kobieto co się martwisz, daję mu 2 dni maks i rzuci Synuś pracę albo go wywalą – obstawiam to drugie”.

I co? Zdziwienie pełne bo jak już zacząłem pracować to nie umiałem przestać! Kochałem to „zjebanie” po pracy, uczenie się ciągle czegoś (nawet głupot), trudne sytuacje – byłem patologią definicyjną!

Na studiach dziennych (po roku pracy na stacji uznałem, że jednak chyba będę się uczył???) pracowałem również lat kilka, wracałem dumnie w uniformie pracownika TESCO do naszego mieszkania studenckiego, a tam…kto tam był to wie, film postapo live, to cud, że wątroba funkcjonuje…i rano do pracy, bez spóźnienia, może tylko ten oddech i oczy jak u wilkołaka na głodzie…

Do dnia dzisiejszego wspominam z koleżką jak dzielnie podczas zjebki od szefowej wbiłem moje bez paznokciowe palce w blat stołu, aby nie runąć na wykładzinę, która tak zachęcająco się prezentowała 😉

Po studiach to już byłem fachowym Japończykiem – zero chorobowego przez 10 lat, zawsze hasło – „dam radę do weekendu”, brak urlopu ze 4 sezony bo jest „przereklamowany” i hasło „w biurze też się dobrze spędza nockę”.

Trwało to tak +/- lat piętnaście, coś mi tam w środeczku podpowiadało, że chyba jakiś porąbany  jestem, że gdzieś mi coś umyka, że poza pracą jest jakieś życie (sic?).

Ludzie, których przez te lata poznałem/spotkałem mówili dodatkowo o jakimś tajemniczym zjawisku zwanym HOBBY?

Jeden ryby łowił, inny modele kleił, ktoś tam jeszcze szydełkował?

 Ja już na poziomie najprostszej definicji wiedziałem, że to jakaś lipa jest:

Hobby  – „czynność wykonywana dla relaksu w czasie wolnym od obowiązków”

– relaks?

– czas wolny od obowiązków?

Dobre sobie!

Ale jednak…powoli coś do mnie docierało, z każdym rokiem, wschodem słońca, ściana dzieląca mnie od prawdziwego życia kruszyła się bombardowana przez Bliskich i rozdrapywana pazurami przez Kasię :>

To wspomniana Pani Małżonka widząc co się dzieje doprowadziła do naszego wyjazdu z Polski, świadoma, że życie jest tylko jedne (straszny banał, ale prawdziwy na 1000 %), ufna w nasze siły.

Przekonała mnie, że mamy milion możliwości, że damy radę, że można na przykład z hobby uczynić pracę?

Nabuzowani jak po czterech syropach tussipect rzuciliśmy wszystko na co lata pracowaliśmy i ruszyliśmy eksplorować nieznane rubieże.

I jak wyszło w praktyce?

Pierwszy sezon poświęciliśmy na ZWIAD.

Urządzaliśmy się prywatnie, rozglądaliśmy się za biznesem i poznawaliśmy kolejnych fajnych Ludzi!

Wiedzieliśmy co chcemy robić od sezonu 2020…. i przyszedł COVID – wszystko na wyspie zamknięte, na widok turysty uciekałem na drugą stronę ulicy (tak zdziczałem),tylko straty liczyliśmy.

Nasze plany musieliśmy przesunąć na kolejny rok, zacisnąć zęby, „policzyć się” ponownie, trzymać kciuki za tegoroczny sezon i robić swoje!

Ten covidowy czas poświęciliśmy na dalsze poznawanie Majorki, w efekcie czego wydaliśmy przewodnik, który spotkał się z ciepłym przyjęciem (obawiałem się Waszego odbioru bardzo), mnóstwo ludzi sugeruje nam abyśmy wydali go w wersji papierowej, dostaliśmy poważną propozycję przetłumaczenia go na angielski – po prostu WOW!

Wychodzi na to, że nasz trzeci  sezon na wyspie będzie pierwszym, w którym zostaniemy w końcu trybikiem hiszpańskiej gospodarki – już nie możemy się doczekać jak pochwalimy się Wam naszym pomysłem 😊

Ale miało być o hobby???

Jak wspominałem powyżej całe lata gdzieś na drugim planie coś się niby działo w tej kwestii, „jeździłem” na mecze za moją Drużyną, książki „połykałem” (ale to jest jak wypróżnianie – musi się dziać), coś tam „pisałem do szuflady”, dużo pływałem w basenowni (bardziej dla rozładowania emocji).

Teraz, po przewartościowaniu, które „dzieje się” stale i nabiera „mocy”…. sam z siebie wróciłem do pisania z myślą, że podzielę się ze światem moimi  przemyśleniami (Kasia wybłagała abym zarzucił ambitny pomysł napisania opery zombie) i talent zostanie w końcu zweryfikowany 😊.

Drugi temat mnie uzależnił wręcz – żeglowanie!

Mam tu Kolegę, który czarteruje jachty i wyprosiłem aby nauczył mnie wszystkiego (wiedzę ma, ale też charakter podły jako edukator😉), więc….zacząłem od sprzątania łódek!

Ponoć jestem „słabo ogarnięty w temacie” więc nie poszliśmy na razie ani kroku dalej, ale ja już oczami wyobraźni widzę siebie jako bohatera tej sceny (to o czym myślę zaczyna się 0:45)

Może dlatego ADI nie chce mi pozwolić nawet po okolicy popływać? A jak podchodzę do koła sterowego to zrzuca ciuchy i wyrzuca koło ratunkowe?  

Zajawkę mam straszną, jako gorliwy neofita chłonę wszystko w temacie, węzły robię na wszystkim (głupi pomysł z hamakiem – był opieprz) Kasia przyłapała mnie na zamawianiu w necie opaski na oko, śmiała się, że do kompletu powinienem sobie nogę uje…ć, ale po moim błysku w oku szybko wycofała się z tej treści.

Każdą wolną chwilę poświęcam temu, gnam do mariny, pytam o wszystko (częsta odpowiedź „po chu….Ci to wiedzieć?” wcale mnie nie zniechęca), noszę się z zamiarem wykonania telefonu do Mateusza Kusznierewicza bo coś tam słyszałem, że szuka kapitana, zamęczam wszystkich na zasięgu opowieścią o przylądku HORN i tym co ja tam odwalę…

Regaty Sydney – Hobart w myślach już wygrałem ze 4 razy i to pod rząd, ADI pokazał mi w telewizorni nieświadom konsekwencji kanał „NAUTICAL CHANNEL”….bitwa o pilota trwa 😊

Czy mogę już zatem powiedzieć, że jestem radosnym posiadaczem HOBBY?

A jeszcze te nasze plany biznesowe jakoś tak szczęśliwie spinają się z tym w czym się zakochałem, z Ludźmi, którymi jestem zachwycony…

Dodaj komentarz