Dlaczego robię coś, czego robić mi się nie chce?

Pobiegałam! W końcu zebrałam się w sobie i wyszłam. I oczywiście było super – wracałam zadowolona z siebie. Ale zebrać się nie mogłam….. od dwóch tygodni!

Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że regularnie ćwiczę w domu i te ćwiczenia przynoszą widoczne efekty.  Nie wiem czy kiedykolwiek miałam tak umięśnione ciało – tak ładnie umięśnione! Oczywiście przede mną jeszcze mnóstwo pracy – jednak kiedy widać, ze coś działa ….. to jakoś od razu zupełnie inaczej się podchodzi do tematu.

Czy zatem bieganie nie działało?

To nie do końca tak! Zaczęłam biegać, żeby schudnąć. Ale prawda jest taka, że aby kilogramy zgubić to trzeba po prostu mniej jeść. Nie ma magicznych sposobów kochani. Stara dobra zasada MŻ jest jedyną działającą zasadą. Przy czym oczywiście nie można się głodzić. Ale o tym już pisałam 🙂

Bieganie dało mi wytrzymałość. Dało mi kopa do tego, by sięgnąć po więcej. Nie robię może zawrotnych kilometraży, nie przebiegłam maratonu i pewnie nigdy tego nie zrobię. Ale ilu ludzi na świecie może się pochwalić tym, że przebiegło choć raz 25 kilometrów? Zdziwicie się …… wcale nie tak wielu!!!!! Biegaczy jest mnóstwo – to fakt. Jednak w skali całego społeczeństwa …….. sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.

Tak więc nauczyłam się wytrwałości, moje serce zaczęło pracować zupełnie inaczej a płuca nauczyły się oddychać podczas wysiłku.  Ciało się troszkę zmieniło ale brak odpowiedniej diety spowodował, ze ja tej zmiany w ogóle nie zauważyłam.  Dlatego zaczęłam ćwiczyć z Mel B, a ostatecznie wprowadziłam regularny trening siłowy.

No …. ale przestałam jednak tyle biegać. I nie jest mi z tym wcale tak fajnie.

Ciekawe prawda? Z jednej strony człowiek wie, że bardzo dużo ćwiczy. Wie, że chudnie, że nabiera rzeźby. Z drugiej ma jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia. Bo biegał po 35 km tygodniowo a teraz prawie nic.

Dzisiaj kiedy biegłam odkryłam chyba dlaczego.

Pomimo faktu, że nigdy mi się nie chce. Pomimo tego, że wydawało mi się już, że biegam z przymusu ….. to ja kochani chyba jednak troszkę ten jogging lubię 🙂 I chyba lubię go właśnie za to, że przełamuję się na maxa. Mimo lenistwa, mimo świadomości, że przecież wcale nie muszę – jednak wychodzę! Wygrywam ze sobą. I to jest fajne. Ta świadomość, że jesteś górą.

Dlaczego Wam o tym piszę? Bo chcę Was zachęcić do tego byście i Wy byli górą!

I nie musicie wcale biegać! Ne musicie robić 10 km. Zróbcie cokolwiek.  Idźcie na spacer. Wsiądźcie na rower. Znajdźcie siłownię plenerową w pobliżu. Ale pamiętajcie – DLA SIEBIE!

Teraz oczywiście wielu z Was powie – kiedy? Między pracą, sprzątaniem, prasowaniem, gotowaniem i odrabianiem lekcji? A ja Wam powiem inaczej …… jak znajdujecie czas właśnie na te czynności? I dlaczego je wykonujecie mimo zmęczenia? Czy nie dlatego, ze musicie? Czy nie dlatego, że robicie je dla kogoś? Dla dziecka, rodziców, męża czy żony? Dlaczego zawsze znajdujecie czas na czynności poświęcone komuś a skąpicie tego czasu sobie?

Ja też pracuję. Mam dziecko, dwa psy i męża, którego od 6 rano do 19 nie ma w domu. Tak jak Wy – robię zakupy, sprzątam, gotuję, piorę. Tak jak Wy jestem często zmęczona i niewyspana.  Ale postanowiłam kiedyś siebie kochać i szanować. Postanowiłam o siebie dbać. Być zdrowa. Postanowiłam być też wzorem dla mojej córki i pokazać jej, że życie kobiety nie polega tylko na byciu wzorową gospodynią, poświęcającą się dla ogółu. Więc wstaję o 5.30 trzy razy w tygodniu, żeby zrobić trening. A w sobotę biegam ….. i dopisuję do tego biegania hasztag #cozrobilamdzisdlasiebie. Bo to najlepsze co dla siebie zrobić możesz!

To co? Włączasz drugi bieg? Mogę Cię zmobilizować!

Ze wszystkich zdjęć z hasztagiem #cozrobilamdzisdlasiebie wybiorę jutro wieczorem jedno i do jego autorki (bądź autora) poleci super smaczny, świąteczny, wygładzający balsam do ust marki Arbonne.  Cudownie waniliowy 😉 A do tego zestaw próbek produktów do twarzy z serii RE 9. Ja od tygodnia używam serum z tej serii i jestem zachwycona!  Spróbujcie i Wy 🙂

Autor Kasia