Jesteśmy różni

Dzisiaj wieczorową porą w jednej ze stacji telewizyjnych prawdziwy RARYTAS, a mianowicie… Mamma Mia! Part 2!

W związku z powyższym od kilku dni z Zuzanną knuliśmy rozkład dnia pod TEN właśnie seans/sesję terapeutyczną: zakupy, sprzątanko, spacery z bydlakami czworonożnymi, pożywienie – wszystko ustalone, zegarki zsynchronizowane!

Jak całość ogarnięta zwykle rozkładamy kanapę, świeczuszki, jakieś winko, coś nielegalnego do spożycia i…. chusteczki do ścierania pozytywnych emocji z facjat!

No ROMANTICO pełną gębą!

Tia…

Po wczorajszym ZWARCIU stanowczo muszę stwierdzić, iż nie jesteśmy IDEALNĄ komórką społeczną 🙁

FIGHT muszę przyznać był przezacny, niestety nasze WOJNY kończą się zawsze tak samo: Maciej Lwie Serce krusząc kopie o cielsko stalowego olbrzyma ginie ostatecznie pod gąsienicami CZOŁGU zwanego Katarzyną! (jak jest fest wkurw to Kasia jeszcze na wstecznym mnie dojeżdża i kręci „bączki” dokumentnie niszcząc moje truchło)

Dla lepszego zobrazowania czym to się kończy – od 2 minuty i 10tej sekundy:

https://www.youtube.com/watch?v=Gi0SbZ7X7gQ

Ale do rzeczy! Napisałem jak się to zakończyło, ale o co poszło i od czego się zaczęło?

Zaczęło się jak zawsze niewinnie. Bez dygresji się nie może obyć, zatem – z obserwacji moich wynika, że im bardziej niewinny powód gównoburzy, tym dłużej na emocjonalnym L4 jestem…

Wczoraj dla rozgrzewki postanowiliśmy (czyt. Dziecko i Ja) obejrzeć „Pod słońcem TOSKANII”

Miła komedyjka z happy endem! Ładne widoczki (BTW ktoś dysponuje jakimiś brzydkimi zdjęciówkami z Toskanii?), kolejna lekka historia miłosna – no nic tylko oglądać!

Zuza jest na TAK, ja NOOO raczej, nawet PSY w salonie zezują na ekran, ale nasza SZEFOWA…zaczyna delikatnie się rozkręcając:

– „już to oglądałeś”
– „banalne story”
– „takie historie to się w kibelku przy zaparciu pisze”

a jeszcze napisy nie ruszyły….

Dalej już mogło być tylko ciekawiej i…a JAKŻE, nie zawiodłem się!

Główna bohaterka kupiła stary dom na wzgórzach TOSKANII – stary jak to stary do remontu, kurw….cała fabuła toczy się wokół tego a KASIA…”co za idiotka, skoro kupuje stary dom to co ją dziwi, że tyle KASY na renowację IDZIE?” – rozmowy z telewizorem – CZAS START!

Jakieś WSTAWKI prześmiewcze pod adresem fabuły zamieszcza moja Ukochana coraz częściej, rozkręca się, trzeba JEJ przyznać jest DOBRA W TYM!

Jest PIĄTECZEK, ukochany PIĄTUNIO więc nie daję się zbyt szybko wyprowadzić z równowagi, ale w końcu pada z jadowitych UST….”LIVERPOOL gra!!!”

Mecz LIVE, film nagrany nie ma problemu – PRZEŁĄCZAMY natychmiast!

Niefart mój polega na tym, że LIVERPOOL zdążył już swoim przeciwnikom walnąć jakieś bramki.

Ja w odruchu obronnym próbuję bagatelizować to spotkanie…GŁUPI RUCH, ale w stresie mój instynkt samozachowawczy wziął sobie wolne na długi weekend…

Kasia pełna oburzenia:

– „LIVERPOOL walczy o MISTRZOSTWO!”

– „te ŁAJZY z CITY nie mogą ich wyprzedzić”

– „musi LIV wygrać z TERIERAMI, najlepiej wysoko” – ja jebie… tu już nie dałem rady, pisałem już kiedyś o tym – dusza naukowca u mnie się odezwała i musiałem koniecznie się dowiedzieć skąd „na Boga ŻYWEGO” Kasia zna przydomek drużyny, którego moim zdaniem nie zna…NIKT?

Te moje dociekania Kasia uznała za….SEKSISTOWSKIE! Mój podziw dla JEJ wiedzy branżowej wzięła za wstęp do wojny płci i wiedząc, że na wojnie najtrudniej o dobrą aprowizację postanowiła NIE BRAĆ JEŃCÓW!

MOJA MIŁOŚĆ! Jak w coś się angażuje to zawsze na 1000 % 🙂

Wiedziała DOSKONALE co mną wstrząśnie….”trudno….przełączmy może gdzieś grają akurat „WICHROWE WZGÓRZA”…

Dobra, pełen COMING OUT – tak KOCHAM „WICHROWE WZGÓRZA”!!!

Czytałem nieskończenie wiele razy, adaptacja filmowa z Juliette Binoche to istne ARCYDZIEŁO!!!

Powiem więcej Wspaniała JULIETTE pomogła mi przejść przez trudny czas dojrzewania….;)

ZAZWYCZAJ nauczony doświadczeniem wycofuję się – cisza, spokój tego mi brakuje na co dzień to i afery nie szukam, ale jak RUSZYŁA moją JULKĘ…”POKÓJ szczęśliwość, ale BOJOWANIE byt nasz podniebny!”

I DZIAŁO się….

W telegraficznym skrócie – zarzucam Kasi kompletny brak romantyzmu i problem z okazywaniem uczuć!

Kasia z kolei jak mantrę powtarza – „to nie jest prawdziwe życie a TY się jarasz”!

Przerzucamy się tak dość długo (poznaliśmy się w końcu już całkiem dobrze przez te lata).

Wkurw…. mówię „nie wstydź się, możesz mi kiedyś powiedzieć coś miłego, może nawet jakiś KOMPLEMENT przez przypadek Ci się wyrwie z ust”

JEJ riposta…ŁOŁ, no duże ŁOŁ „największym dla Ciebie komplementem powinno być to, że jestem z TOBĄ”.

I co ja mogłem odpowiedzieć? Jakaś podpowiedź?

Kasia jeszcze coś tam w kuchni działała świadoma zwycięstwa i słała jakieś prowokacyjne teksty do mnie, ale robiła to właściwie już dla śmiechu…BO WIECIE CO?

Ja mam wrażenie, graniczące z pewnością, że MY po prostu kochamy te nasze UTARCZKI!

Oczywiście czasami wymykają się one spod kontroli i wtedy śpię na wygodnej kanapie w salonie o czym już kiedyś wspominałem.
Ale nie zdarzyło się nigdy w takiej sytuacji, aby w nocy Kasia nie przyszła do mnie i nie powiedziała „nie wydurniaj się – chodź spać, nie chcę obudzić się bez Ciebie” :>

Ja też nie chcę więc grzecznie przenoszę się z powrotem do naszej alkowy 🙂

Nie byłaby sobą gdyby nasza dzisiejsza poranna kawa nie była ODPRAWĄ, PEŁNĄ ANALIZĄ kalendarza rozgrywek piłkarskich w wykonaniu Kasi:

– „Misiu INTER – JUVENTUS – 20:30”
– „LECHIA – LEGIA – 20:30” (ten mecz dla Kasi nie ma żadnego znaczenia, ale wie, że lubię Klub z Wolnego Miasta więc się nada jako argument)

Przypomnę – „Mamma Mia – cześć druga” rusza o 21:00….i ten tekst Kasi „OK, możemy pooglądać RAZEM w ostateczności ten filmik” – jak JEJ nie kochać?

P.S. Mamy taki NASZ film „Podróż na 100 stóp” – dla każdego kto lubi pozytywne kino z gwiazdkami Michelin w tle – moim zdaniem obowiązkowa pozycja.

JEDNA ze scen tego filmu oddaje doskonale RÓŻNICĘ pomiędzy Kasią a mną…On i Ona kucharze w dwóch, rywalizujących restauracjach, wspólnie przygotowują danie i zaczynają się tak po prostu całować nad PRZEGRZEBKAMI (Kasia uważa, że to ważne, iż to przegrzebki są)…w tym momencie:

– Ja, Maciej pociągam nosem, coś tam ocieram gdy nikt nie patrzy, uśmiech mi z ust nie schodzi,
– Ona, Kasia….podskakuje rozemocjonowana krzycząc „PRZYPALĄ TO KURWA”

Dziękuję, Dobranoc – kurtyna 🙂

Autor MAciek Jurkowski