LA ISLA Mallorca po sześciu miesiącach

Nawet nie wiem kiedy minęło NAM….pół roku na WYSPIE! Cóż to jest patrząc na ilość WIOSEN za mną, ale winien jestem Wam i sobie UPDATE doznaniowo-reporterski.

Pisząc o „aktualizacji” mam na myśli wpis, który poczyniłem podniecony jak UCZNIAK przeprowadzką (takie sadomaso trochę mam wrażenie) na przełomie lipca i sierpnia (do poczytania tutaj).

Po tych pierwszych 60-ciu dniach minęły kolejne 4 miesiące, SEZON się skończył (tutaj nikt nie mówi o porach roku – wszystko dzieli się na „SEZON” iiiiii….”po SEZONIE” 😉) i spojrzenie mi się trochę tak jakby trochę „wyostrzyło”…

STANÓW emocjonalnych przerobiłem w międzyczasie całe SPECTRUM – od euforycznego, staropolskiego „ja pierd…..ale SUPER” po „ja się ku….zastrzelę” – nasz pobyt tutaj nie jest wolny od TROSK i emocji, które fundowaliśmy sobie w „starym kraju” 😊

Obiecałem sobie OBIEKTYWNE przedstawienie tematu, nawet pod groźbą konfliktu z Rodziną i „cichej nocy” 3 tygodnie przed „ustawowym” terminem 😉

Po kolei zatem – życie, ZUZA i JEJ szkoła, dom, Piesioki (Tila, nasza weścica dzisiaj ma urodzinki a Jett wraz z Nią je obchodzi w związku z niemożliwością ustalenia kiedy pojawił się na Ziemi) i inne tematy.

LOSUJEMY KATEGORIĘ – na pierwszy ogień pójdzie –  a jakże ŻYCIE!

Nasze życie…zmartwię WAS…..nadal musimy pracować 😊😉😊 ale poza tym…180 STOPNI zmiany na LEPSZE!

Co bardziej wkurwieni PONIEDZIAŁKIEM  mogę pewnie teraz pomyśleć „a co ma CYMBAŁ niby napisać?”

ALE ja tak naprawdę! Wreszcie mamy dla siebie CZAS (a kupić się go nie da, a ekwiwalentu nie znam – niby BANAŁ a jednak zapominałem często o tym w pogoni „za”) – wreszcie nie patrzę stale na ZEGAREK i nie biegam wszędzie „z wywalonym jęzorem”! W efekcie braku tej „ganianki” nie leżę teraz na KANAPIE w weekend gapiąc się w EKRAN i modląc żarliwie żeby się TODOS ode mnie odpier….li!

Po pracy w tygodniu – mamy czas!

W weekendy – obserwujecie nas to WIDZICIE – odkrywamy WYSPĘ i….siebie tak trochę „na nowo” :>

Oczywiście żeby nie było zbyt KOLOROWO to jest casus ZUZKI, która w weekendy robi wszystko żeby się z nami nigdzie nie wybrać…a bo to „z psami zostanę” a bo to „w aucie 2 godziny” czy sztandarowe „lekcje mam do odrobienia/ pouczyć się muszę”.

Kłócić się z Dzieckiem nie chcę, lat CZTERNAŚCIE, argumenty i riposty już na poziomie „reprezentacyjnym”, poważna Panna – nic na siłę zatem, ale jednak trochę smutno…KONIEC TEMATU na teraz, ale knuję jak to zmienić bez ustanku!

W tym miejscu wspomnę tylko o nieznanej dotychczas mi KATEGORII – czas dla ZNAJOMYCH/PRZYJACIÓŁ!

No jest! I wiecie co? Ja nawet ”koduję” co ONI do mnie mówią! Poznaliśmy tu FAJNYCH LUDZI i

  1. mam czas, energię i ochotę poznawać ich dalej
  2. spędzamy razem czas

„KULEJE” tylko moja relacja z PRZYJACIELEM ale TYM RAZEM nie mam sobie nic do zarzucenia w tej kwestii – ja jak nigdy mam czas, siłę i ochotę, ale ten AS został w WAWIE i nawet czas na SEN wydziera wręcz podłej RZECZYWISTOŚCI…właśnie od tego uciekałem…

Dla mnie mega ważna sprawa – SEN. No jak można nie spać gdy za oknem 24/7 słyszę szum fal? W Wawie był to szum trasy S8  – domyślcie się co wygrywa 😉

Jak o ŻYCIU to muszę się również  odnieść do jego KOSZTÓW!

Majorka jest dalej droga ale….OPTYMALIZUJEMY KOSZTY aż miło (przynajmniej od zakończenia SEZONU).

Główna oszczędność pojawiła się w obszarze, którego w kraju nawet nie zdefiniowałem, a mianowicie:

– TRUNKI WSZELAKIE!

Przyznam się, że nie pamiętam czy dzieliłem się z WAMI wcześniej moim modelem jak to funkcjonowało w kraju? PROSTY WZÓR matematyczny z jedną niewiadomą  – maks. raz na kwartał, „twardy reset” ze znajomymi, sceny żywcem wyjęte z mojego ukochanego „żółtego szalika” –  koniecznie w PIĄTEK abym miał cały weekend na „odchorowanie”…a niewiadoma? „pozbieram się do poniedziałku”? 😉

No to TUTAJ Kasia przeorganizowała mi mój SCHEMAT dość radykalnie ze znanym JEJ zaangażowaniem – „MISIU drineczka?” – hasło KLUCZ, każdego dnia!

Nie tam żebym się jakoś specjalnie BRONIŁ, ale czas sezonu czerwiec-październik to miesiące nie letnie a ….RAUSZU 😊

PO knajpach jak wiecie kochamy się „bujać” ale tutaj też trochę odpuściliśmy – to nie jest tania zabawa przy naszej „mołojeckiej fantazji”.

ZAKUPY tygodniowe robimy w jednym z kilkunastu LIDLI na wyspie – jak pisałem wcześniej wózek wypchany po brzegi (żarcie dla PIESÓW osobno zamawiamy) to wydatek rzędu 120 EURO/tydzień

CENY paliw wyższe niż w POLSCE wciąż i nie sądzę aby miało się to zmienić w najbliższym czasie.

Coś o czym nie pisałem wcześniej o warte nadmienienia to koszt (chociaż raczej jakość) usług:

– strzyżenie BYDLAKÓW – przyjeżdża Pani do nas z własnym sprzętem, rozkłada się na tarasie i męczy MALEŃSTWA – taniej niż w WAWIE, ale jakościowo…słyszę oklaski dla WARSZAWY!

– fryzjer męski – u nas na WSI – 12-18 EURO za głowę, tutaj również jakościowo Polska wygrywa z Balearami.

– weterynarz – droższy niż w POLSCE, ale jesteśmy podjarani, iż nasza Pani Doktor mówi po angielsku, ma sprzęt cały u siebie i wyniki badań „wypluwa” po 15tu minutach, że nie narzekamy 😊 Naszego DOKTORA z Placu Hallera i tak nikt nie jest w stanie ZDETRONIZOWAĆ!

– usługi dla piękniejszej części LUDNOŚCI – PAŃ – to, że DROGO to jakoś przeżyjemy, ale EFEKTY…posiłkując się nomenklaturą PIŁKARSKĄ….klasa okręgowa i to po barażach! Szanowne Czytelniczki jeśli macie fach w ręku, lubicie ciepełko i macie samozaparcie do nauki języków obcych mam radę…PRZYBYWAJCIE! Fachowców tutaj BRAK!

– Cały SEZON urzędowaliśmy z ZUZKĄ w morzu, wspaniały czas, woda cudowna, NIC tylko siedzieć i nie wychodzić. A co po sezonie gdy woda trochę zimniejsza? Okazało się, że w naszej mieścince działa…kryty basen, 6 torów, tłumów nie stwierdzono, raczej pustawo.  I teraz słuchajcie…karnet na 6 miesięcy to wydatek rzędu – 70 EURO na osobę – co za cena! JEDNO wejście dziennie dopuszczalne, czepek wymagany (ktoś wie co zmienia czepek?).

Kolejna KATEGORIA – ZUZA i Jej INSTITUTO

Co tu mogę napisać? No DUMNY jestem jak cholera!

Gdybym napisał, że „dała radę” to jakbym NIC nie napisał!

O tym jak szkoła ZUZKI funkcjonuje piszę oddzielny WPIS (jest o czym uwierzcie) więc tutaj tylko kilka uwag/przemyśleń.

TO jak bardzo się baliśmy jak DZIECKO sobie poradzi w nowej SZKOLE znając 3 (słownie: trzy) słowa po hiszpańsku to wiemy tylko my (po czasie się okazało, że z tych wspomnianych 3 słów 2 to przekleństwa 😉).

Dzień przed startem szkoły Dziewczyny poleciały (ja zostałem z POTWORAMI) do „LĄDKA” świętować ZUZKI urodzinki i zapewnić JEJ odstresowanie.

Tyle, że to DZIECKO….w ogóle się nie stresowało. Chcieliśmy z Nią jechać, za rękę potrzymać – „dajcie spokój dam radę”.  W pierwszym dniu SZKOŁY stała SAMA jak PALEC na środku sali gimnastycznej (bałagan był i mimo zapewnień nie przypisano JEJ z automatu do którejś z klas), na oczach wszystkich i….miała to w nosie. Ja pewnie już bym się „wieszał” na drabinkach, albo łykał garść „piłek lekarskich” a TA niewzruszona!

Kasia tu już płakała, ja się ubierałem – „jedziemy tam”, a DZIECKO na INSTA napisało do MAMY coś w stylu – „luz, spoko, szukają mi klasy – dam znać, nie panikujcie, dam radę”…

I po tych 3 miesiącach wciąż ZUZKA daje po prostu RADĘ!

RELACJE z Klasą – super (Dzieciaki z całego świata)

JĘZYKÓW nauka – cztery JĘZYKI na raz w dawkach śmiertelnych i idzie jej (poza niemieckim, ale ja to rozumiem 😉) PERFECTO!

OCENY – świetne (LIBRUSA nie ma co daje pewien obszar do „nadużyć” , ale przyniosła WYKAZ ocen z opisem po katalońsku i google mi powiedział, że jest WOW 😊)

CHĘĆ uczęszczania – ten wskaźnik SPADŁ w porównaniu do POLSKI, ale ja nie mogę JEJ zwracać uwagi, bo o unikaniu bywania w szkole to mógłbym „poradnik” napisać.

Tutaj na ten moment „o szkole” już DOŚĆ, ale obiecuję, że  jeszcze przed ŚWIĘTAMI dostaniecie od nas odrębny ARTYKUŁ – jest o czym pisać!

TAKI tylko drobny APEL mam na koniec – jeśli staniecie kiedyś przed możliwością/koniecznością/wyborem posłania DZIECKA do multikulti-szkoły (wiem: w Polsce to trudny obszar), gdzieś poza granicami POLSKI, to pomimo, że poziom nauczania zapewne będzie niższy niż w kraju nad Wisłą – to nawet chwili się nie zastanawiajcie – te nasze DZIECI po prostu jak muszą to dadzą radę! Wkurwiają mnie to fakt, ale muszę im oddać – młodsze pokolenia są bardzo otwarte, INNE od nas, co nie znaczy, że głupsze – potrzebowałem czasu aby to pojąć.

 

PIESEŁY – dźwigam ten krzyż już tyle lat….

Na początek czy jest tu jakiś BEHAWIORYSTA zwierzęcy i mógłby mi wyjaśnić dlaczego te BYDLAKI chcą się bawić tylko ze mną??? Z KASIĄ nie, z ZUZĄ nie….za to jak tylko się ruszę to….AVANTI!

Był moment, że ten ich TERROR  doprowadził mnie do rozważań czy może zamiast  HOME OFFICE przejść na CAFETERIA oficina.

A bawić starsza TILA chce się cały dzień… Młody KOCHA spać, ale gdy słyszy, że ciągamy się znowu jakimś pluszakiem to dołącza do zabawy… To właściwie tyle odnośnie naszych OBAW dotyczących tego „JAK PSY ZNIOSĄ przeprowadzkę?” 😊

Temperatury znoszą NADSPODZIEWANIE dobrze, PLAŻE wręcz UBÓSTWIAJĄ! Teraz – po sezonie, gdy nie ma ludzi…mają swój PSI RAJ! Jak się nie kąpały, tak się nie kąpią, ale widok tego PIASKU działa na nie bardzo, bardzo! Podsumowując – czują się tu jak u siebie!

Na koniec odniosę się do kwestii DOMU, tych naszych 4 ścian nad samym morzem. No cóż….ja to się zastanawiałem co Ci ludzie tak pierdzielą o tej WILGOTNOŚCI? To już się nie zastanawiam 😊

WILGOĆ jest…wszechobecna – nasza pościel jest wilgotna, na podłogach jakaś ROSA??? Wszystkie ELEMENTY, które mogą zardzewieć, a jakże RDZEWIEJĄ!

W domu zatem mamy…PIASEK i WILGOĆ. Ale mamy też…KALORYFERY i ich nam wszyscy tutaj zazdroszczą (mam obserwację, że miejscowi to fetyszyści KALORYFERÓW i telewizorów).

KALORYFERY to oczywiste, w tym klimacie wiatr + mimo wszystko zima + wilgoć = PRAGNĘ KALORYFERA, zrozumiałe i jak to szanuję 😉

– telewizor z mega przekątną – nie kumam, ani nie są tu jakoś specjalnie drogie, ani ludzie biedni a jak dotarł do nas nasz ODBIORNIK (70 cali raptem) to byłem akurat w kraju i pracownicy Właściciela naszego M4 wnosili go KASI i instalowali – z relacji MAŁŻONKI wynika, że cmokali z zachwytem  (nawet ją pytałem czy ubrana była?) i fotki sobie z TV w tle cykali…

Wczoraj śniadanko jedliśmy w lokalu na targu i czytałem miejscową prasę. Na 2 stronie artykuł o dużej akcji przeciwko handlarzom narkotyków, info o znalezionej gotówce, super drogich samochodach i…. zarekwirowanym TV (75 cali)! Cały artykuł okrasiły DWA zdjęcia – koleś w kajdankach i policjanci niosący wspomniany odbiornik telewizyjny…co kraj to obyczaj 😉

JAK TU SIĘ ŻYJE po sezonie?

Za cały komentarz mógłby służyć zabieg związany z coroczną, posezonową zmianą nazwy naszej ukochanej CALA D’OR na CALA D’UPA dokonany przez RODAKA mieszkającego tu już kilka sezonów 😉

W sezonie nieprzebrane TŁUMU turystów, gorąco, głośno a teraz?

Dosłownie KILKA gastrolokali otwartych, później robi się jasno, ale za to i później robi się ciemno (no cud!)  cisza, spokój, puste plaże, ulice wymarłe jak w moich ukochanym filmach POSTAPO, czasem dosłownie ktoś tam przemknie, na naszej uliczce przecudnej ZIMUJĄ (tak mówi nasz Sąsiad) z nami tylko 4 domy…

ALE wiecie co…ja to KOCHAM!

Już widzę ZIMOWE wieczory z naszymi ukochanymi PLANSZÓWKAMI! Spacery po pustych, pięknych plażach, wycieczki w GÓRY i powrót do….KALORYFERÓW 😊

 

Dodaj komentarz