Match Day!

No dobrze ….. dojrzałam do tego by opisać moje sobotnie rozczarowanie (żeby nie powiedzieć dosadniej) 😉

Jak już wspominałam – kocham piłkę nożną i w soboty zazwyczaj nie planujemy nic z mężem, gdyż ponieważ celebrujemy match day! 

Tak też było i w tę sobotę – mnóstwo fajnych spotkań w lidze angielskiej, Bayern w niemieckiej …….. nic tylko siadać przed TV, załączając tryb sports i cieszyć się pięknem piłki nożnej. 

Najpierw Anglia!

Miało się zacząć z tzw. grubej rury – ciekawym meczykiem Manchesteru City z Liverpoolem. I ja, i Maciej zdecydowanie kibicujemy tej drugiej drużynie, a że ostatnio chłopaki grają naprawdę nieźle – liczyliśmy na mega wrażenia.  Niestety te skończyły się tak szybko jak się zaczęły, ponieważ już w 37 minucie sędzia zniszczył całą rywalizację 🙁 Tu oczywiscie zdania są podzielone …… kiedy czytam prasę to dowiaduję się o brutalnym faulu, po którym bramkarz City przez 8 minut leżał na murawie, po czym został zniesiony na noszach z boiska. Pytanie tylko czy zawodnik, który był zainteresowany jedynie wyjściem na dogodną pozycję i przyjęciem piłki a kompletnie nie patrzył w stronę nadbiegającego bramkarza – mógł go sfaulować? Pytanie też czy nie faulował bramkarz, który doskonale wiedział, ze idzie na spięcie i zderzy się z Mane? Dla mnie ta sytuacja wcale nie była oczywista ale niestety dla sędziego tak. Skoro bramkarz leży to znaczy, ze nie jego wina. Mane dostaje czerwoną kartkę i Liverpool gra w dziesięciu co ustawia już cały mecz. Wyniku 5:0 nawet nie chce mi się komentować bo przy 2:0 wyłączyliśmy tv. W moim odczuciu mecz wygrał sędzia, który swoją decyzją zniszczył wyrównane i naprawdę świetnie się zapowiadające spotkanie.

Ta sytuacja to jest coś co mnie w piłce zawsze bardzo bolało. Kiedy pojawił sie system WAR miałam nadzieję, że będzie takich sędziowskich popisów mniej a o wyniku spotkań będzie decydowała gra a nie marne decyzje prowadzących spotkania. Niestety w Anglii nie zdecydowano się na korzystanie z nowinki technologicznej i jest jak jest. Człowiek siada do telewizora podekscytowany a po pół godzinie odechciewa mu się wszystkiego. 

No …… ale są jeszcze inne spotkania! 

Mecz Leicester z Chelsea troszeczkę mnie wyciszył ale jak się okazało – nie na długo 🙁 O 18.30 włączyliśmy Eleven bo zaczynało się spotkanie Hoffenheim – Bayern. Wiadomo – Lewy w ofensywie, niemiecka precyzja gry ……. Miało być tak pięknie ……

Wkurzyłam się tak naprawdę już przed meczem słuchając komentatorów 🙂 Czy Wy też tak macie, że najczęściej wydaje Wam się, iż oglądacie zupełnie inny mecz niż oni komentują? Ileż to razy umierałam z nudów a „fachowcy”mówili o fascynującym spotkaniu? Zawsze w takich momentach zaczynam gadać do telewizora bo przecież tego nie da się słuchać. Tym razem trzech młodych chłopaczków komentowało wywiad Lewego dla „Der Spiegel”. No i nie wiem kto bardziej odleciał tak naprawdę – czy on, czy oni w interpretacji 😉 Okazało się bowiem, że liga niemiecka nie jest dla Bayernu wyzwaniem! Na szczycie jest BM, potem długo, długo nic i następne zespoły. CIEKAWE!!!! 

Ciekawe tym bardziej, ze od dłuższego już czasu – na palcach jednej ręki mogę policzyć spotkania, kiedy Bayern naprawdę przekonująco wygrał. Ok – mają tytuł Mistrza Niemiec. Ok – wygrywają spotkania. Tylko, ze gdyby było tak jak szanowni panowie raczyli stwierdzić – to czy Bayern nie powinien co chwila chwalić się wynikiem 5:0, 4:0, ba – 7:0? Bayern bardzo wiele spotkań wymęczył – zarówno pod koniec ubiegłego sezonu jak i na początku tego. 

Oczywiście te mądrości komentatorów Eleven zweryfikował sam mecz. Panowie z Monachium przerżnęli 0:2!!!! Lewy się nie popisał, reszta drużyny także nie błyszczała. Poza posiadaniem piłki, co jest zawsze ich domeną, nie pokazali kompletnie nic. I tak jest od dłuższego czasu! Jak się ogląda mecze Bayernu to widać brak jakiegokolwiek pomysłu na grę. Akcje są powtarzalne – to naprawdę aż kuriozalne, że Robben ciągle strzela bramki swoim sławetnym zejściem do środka 😉 Zrobił to setki razy a przeciwnicy ciągle się nabierają. Szacun! Tylko co z tego? W Bayernie od dawna brakuje świeżości i ostatnia rzecz jaką bym powiedziała – to że między nimi a resztą ligi jest jakaś przepaść. Może kiedyś tak było! Na pewno nawet. Ale teraz? Teraz oglądam kolejne mecze i klnę jak szewc. A ostatni mecz w zasadzie wyprowadził mnie z równowagi. 

Eeeeech ….

O godzinie 20.00 w sobotę byłam wściekła. Naprawdę wściekła!  Całe szczęście wpadła do mnie przyjaciółka i przy butelce dobrego Prossecco jakoś ta złość ze mnie uleciała. Niestety wiem, że w następną sobotę znowu usiądę przed tv i znowu będę się wkurzać. Na zespół, któremu kibicuję, na sędziego, który postanowi zostać gwiazdą spotkania a już na pewno na komentatorów, którzy gadają aby gadać. Zapytacie pewnie –  po co oglądam mecze skoro się tak denerwuję?  Ano chyba właśnie dla emocji 🙂 Zdarza mi się bowiem obejrzeć naprawdę dobry mecz – taki, w którym jest walka i rywalizacja. Taki, w którym widzę piękne bramki i poświęcenie. Zdarza mi się, oglądając piłkę nożną, mieć łzy w oczach. Zdarza mi się czuć taki rodzaj szczęścia i dumy, jakiego nie znam na innych polach. Głupie? Dziwne? Nie wiem 🙂 Ale wiem, że to kocham. 

I wiem, że jak Bayern nie zagra w końcu dobrego meczu to chyba rozwalę telewizor 😉

P.S. Według komentatorów Eleven w lidze hiszpańskiej sytuacja w tabeli jest bardziej wyrównana niż w niemieckiej. Rzeczywiście to widać …….. Barcelona – Espanyol 5:0 ……..

komentarze 3

Odpowiedz na „KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi