Najbardziej czekoladowe ciastko ever

Macie takie momenty, kiedy jedyne co jest w stanie poprawić Wam humor to czekolada?

Ja miałam taki wczoraj i mimo, iż naprawdę staram się trzymać fason przed wyjazdem na ferie, na których będzie trzeba się wbić w kostium kąpielowy – czekolada wygrała!

Jak to mówią – Czekolada nie zadaje pytań i nie ocenia – czekolada rozumie 😉

A czasami trzeba poddać się swoim zachciankom (oby nie za często) – tym bardziej jeśli na co dzień zdrowo się odżywiamy i ćwiczymy. Nie można dać się zwariować !!!

Ale jak to się stało, że od czekolady doszłam do przepisu, który za chwilkę Wam tutaj zdradzę? Ano tak, że młoda ostatnio – obok kanapki do szkoły – lubi wziąć jeszcze coś słodkiego. Wiem, że jeśli nie dam jej czegoś co jestem w stanie kontrolować – zapewne kupi jakiś shit w szkolnym sklepiku – dlatego przyjęłam strategię regularnego pieczenia zdrowych łakoci, które ostatecznie zjada chyba pół klasy 🙂

Trudno ….. poświęcę się. Wyścig o fotel Matki Polki nie jest dla mnie istotny ale jak widać – mam szansę 😉

Ale wracając do tematu – ile można dzieciom wciskać ciastka owsiane? Trzeba było wymyślić coś innego i nawet znalazłam inne inspiracje – jednak miałam w domu ograniczoną ilość składników.

Aż w końcu trafiłam na nie …… najbardziej czekoladowe ciasteczka ever!!!! Z przepisu Nigelli, która kochani – o czym jak o czym – ale o czekoladzie wie WSZYSTKO 🙂

Polecam je gorrrrrrąco – i to kochani dosłownie. Świeżo po wyjęciu z piekarnika (no dobra dajcie im chwilkę bo po wyjęciu musza chwilkę odsapnąć) są w środku idealnie płynące – niczym najlepsze brownie! Do tego sól na wierzchu daje fantastycznie nieoczywisty posmak. A nie muszę chyba mówić, że są banalnie proste – inaczej bym ich w końcu nie zrobiła 😉

To co? Robimy?

Składniki (na 25 sztuk – mi wyszło 12 bo robię duże ciastki)

75 gram masła

100 gram drobnego cukru (może być ksylitol)

70 gram miałkiego brązowego cukru

1 jajko L

wanilia (łyżeczka aromatu lub pół łyżeczki przyprawy)

125 gram mąki pszennej (pełnoziarnistej, orkiszowej)

50 gram kakao

łyżeczka sody oczyszczonej

125 gram posiekanej gorzkiej czekolady

50 gram pestek dyni (nie dałam bo nie miałam – nie przepadam za pestkami dyni więc jeśli już – dałabym słonecznika – tymczasem wczoraj sypnęłam migdałów i też wyszło)

sól morska do posypania (koniecznie!!!)

Wszystkie składniki muszą być w pokojowej temperaturze. Jeśli – tak jak ja – macie zawsze kłopot z masłem – mikrofalówka całkiem nieźle się tutaj sprawdza 😉

Ucieramy masło z białym i brązowym cukrem aż do uzyskania jasnej masy. Jeśli macie thermomix to polecam cukry najpierw zmielić na puder – masa maślana zrobi się szybciej i będzie gładka. Dodajemy wanilię i jajko i ucieramy do połączenia. Dorzucamy mąkę, kakao i sodę – miksujemy. Na koniec pozostaje wmieszać czekoladę i pestki.

Nagrzewamy piekarnik do 160 stopni z termoobiegiem. Czekoladową masę wykładamy łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posypujemy solą morską i wstawiamy do piekarnika na 10-12 minut. Pod koniec pieczenia ciasteczka popękają na wierzchu. Po wyjęciu studzimy (będą bardzo miękkie ale nie martwcie się – zastygną).

 

W naszym domy pierwszym testerem wszelakich słodyczy jest oczywiście młoda. Różnie z nią bywa bo – chyba przeze mnie – ma alergię na wszelkie ZDROWE rarytasy. Jednak kiedy spróbowała wczoraj tych cudeniek ….. od razu wiedziałam, ze jest dobrze.

Ten uśmiech na twarzy mówił sam za siebie!  A ja mogę tylko potwierdzić …….. Achhhhhhhh 🙂

Autor Kasia