Projekt kaloryfer!

W moim pierwszym poście napisałam, że akceptuję swoje ciało i lubię siebie. I że nie chcę aby ten blog stał się kolejnym miejscem, gdzie będzie Wam się opowiadało jak to fitness czy bieganie jest treścią życia. 

Nic się oczywiście od tamtego czasu nie zmieniło – ciągle ćwiczę, bo lubię jeść. Ciągle nie zwariowałam na punkcie fitnessu i ciagle wolałabym leżeć na kanapie. 

Niestety nie dane mi było otrzymać w genach przemiany materii, która by dawała radę i pozwalała bezkarnie pochłaniać ciastki. Muszę więc coś robić. I robię. Dużo.

Od pewnego jednak czasu nie zauważam żadnych postępów moich treningów. Na początku zmiany były widoczne: mięśnie się wzmacniały a pupa unosiła. Teraz nic nie widzę. A chciałabym zobaczyć bo w końcu męczę się na tej macie jak diabli!

W związku z powyższym zaczęłam ostatnio szukać jakiegoś rozwiązania. Może siłownia? Nieeeeee, no nie mój klimat. Trener personalny? To wiązałoby się z koniecznością pójścia na siłownię a poza tym kosztuje sporo a ja wolę te pieniądze przeznaczyć na fajną kieckę. Na youtube jest dużo filmików – spróbowałam! Niestety albo mi kompletnie nie szło i się dołowałam, albo było nudno …… eeeech. 

To co ja mam zrobić, żeby sobie wyrzeźbić ten kaloryfer? 😉 

Na moje nieszczęście – pierwszym krokiem by to zrobić powinna być odpowiednia dieta. A jak mawiał Garfield „diet is a die with t at the end”.

Próbowaliśmy już z M (moim mężem) wielu różnych rozwiązań. 

Diety pudełkowe – baaardzo wygodne i fajne tylko, ze mega drogie. Poza tym po pewnym czasie zaczyna Cię wkurzać fakt, że na śniadanie masz omleta, na którego kompletnie nie masz ochoty. A jak dołożysz do tego fakt, że jak tylko przestają przywozić pudełka – automatycznie tyjesz …… to w sumie nie ma to większego sensu. 

Dietetyczne aplikacje też są fajne ale zapał do gotowania tych dziwnych i często niesmacznych rzeczy minął mi po jakiś 4 dniach. To oczywiście nie jest wina aplikacji. Sama idea jest super – to wygodne i przystępne cenowo rozwiązanie ale w naszym przypadku się nie sprawdziło. 

Silne postanowienie – nie jemy po 18? Hmmmm ….. my chyba z M po prostu musimy mieć bata i tyle. Wytrzymaliśmy 14 dni na super rygorystycznej diecie kopenhaskiej (chcieliśmy się wylaszczyć przed urlopem a nie było czasu na racjonalne rozwiązania) a nie potrafimy trzymać się postanowienia, żeby nie żreć późno wieczorem …… 

Słabo trochę …….. 

Traf chciał, że  jedno z moich potreningowych zdjęć na insta polubił ostatnio chłopak o ciekawym nicku. Weszłam na profil i zobaczyłam, że jest trenerem …….  online. 

Interesujące, prawda? 

Po co komu trener online? 

Jak to niby ma zadziałać? 

Postanowiłam zgłębić temat! Nie musiałam jednak jakoś bardzo się zagłębiać bo tak naprawdę głównymi zdjęciami na jego profilu instagramowym, były fotki przed i po. I to imponujące fotki! W większości kobiety, widać, że w różnym wieku, o różnych typach figury. 

Wow! Zaciekawił mnie!

Okazało się, że chłopak działa od dłuższego już czasu a współpraca z nim polega na zakupieniu ułożonego przez niego planu żywieniowego i treningowego. No tak …….. czy nie wygodniej zatem jednak w aplikacji?  Okazuje się, że nie ….. w tym przypadku nie dostajesz rozpiski konkretnych posiłków, policzonych pod kątem kaloryczności. Dostajesz wytyczne jak jeść, komponować posiłki i informację: ile gram danego produktu możesz zjeść na śniadanie czy kolację. Niby kłopotliwe ….. ale po zastanowieniu nie do końca. Zważenie produktu nie jest jakąś uciążliwą czynnością a takie podejście do sprawy daje Ci wolność i możliwość jedzenia tego co lubisz. Poza tym uczysz się jak komponować posiłki – po pewnym czasie zaglądania do tabelki w końcu zapamiętasz co i jak. W końcu zatem coś co ma mi pomóc zmienić nawyki żywieniowe a nie tylko mnie odchudzić!

Podobnie sprawy się mają z planem treningowym – wszystkie ćwiczenia możesz robić w domu, bez żadnego specjalnego sprzętu. Jeśli chcesz – możesz kupić hantelki ale równie efektywne będą butelki z wodą! Wystarczy chęć i odrobina systematyczności – a tego mi przecież nie brakuje!

No dobra – sprawdzam!

Kupuję plan dla siebie i męża. Opisuję kim jesteśmy, jak pracujemy, co jest naszym celem i jakie są słabe punkty. Boję się trochę, że np. M, który bardzo dużo pracuje – nie będzie miał czasu na skomplikowane treningi. Piszę o tym także.

Cała usługa kosztuje 130 zł. od osoby za 10 tygodni. Kwota obejmuje plan żywieniowy i treningowy oraz konsultacje online. Mogę pytać, radzić się, prosić o wymianę nielubianych produktów z tabeli. 

Czy to zadziała? Treningi już sobie obejrzałam i mogę powiedzieć, że nie są jakieś straszliwie wymagające. Dostałam wskazówki co zrobić by wyciągnąć z nich max i mam zamiar cisnąć. Treningi dla M są inne – widać, ze przeczytano moją wiadomość, co mnie cieszy!  Jeśli chodzi o dietę – tutaj kluczową kwestią jest zawsze silna wola – tym razem moją silną wolą będziecie Wy 🙂 Ponieważ sprawdzam dla Was czy taka usługa ma sens – musze uczciwie i sumiennie podejść do sprawy. Moim celem nie jest jakieś spektakularne schudnięcie.

Ja chcę mieć kaloryfer! A przynajmniej grzejniczek 🙂 Malutki taki….. 

Czy się uda?

Stay tuned! Ruszamy od jutra!

Autor Kasia