Relacja …. z jedzeniem!

Na wczorajszym treningu w GymPlanet 44 rozmawialam z Maksymem nie tylko o aktywności fizycznej i miejscu, które stworzył. Bo wiecie – mówiąc o sylwetce i pracy nad nią – zawsze w pewnym momencie trzeba wspomnieć o jedzeniu. Żeby nasza waga i figura wyglądały tak jak chcemy – zwyczajnie muszą zagrać trzy elementy: dobry plan treningowy, odpowiednio zbilansowane posiłki oraz nasze nastawienie do nas samych.

Powiecie – co ona gada za bzdury? Co tu ma do rzeczy nastawienie?

Ano moi drodzy ma – i to wiele! A pisałam już o tym TUTAJ.

Jednak na wczorajszym spotkaniu Maksym zwrócił moją uwagę na inny problem, którego doświadczyłam również ja sama i musiałam sobie z nim poradzić – a nawet nie wiem czy mi się to tak naprawdę – do końca udało.

RELACJA Z JEDZENIEM!

Tak, tak moi drodzy 🙂 Wiem, że wiele osób pewnie teraz uśmiecha się pod nosem ale dokładnie tak – jak ważna jest relacja z własnym ciałem – tak samo każdy z nas posiada jakąś „relację” z jedzeniem.

Po raz pierwszy przeczytałam o tym w książce Ani Lewandowskiej „Zdrowe gotowanie by Ann” i skłoniło mnie to do przemyśleń. Czytałam kolejne rozdziały i uświadamiałam sobie, jak bardzo możemy być zaburzeni w myśleniu o jedzeniu, które umówmy się – jest dla nas paliwem i niczym więcej nie powinno być. A bardzo często jest. Dlaczego?

Zobaczcie w jaki sposób bardzo często karze się i nagradza dzieci. Jedzenie w wielu domach to rodzaj środka wychowawczego i oczywiście nie w tej jego podstawowej formie ale w przypadku słodyczy już tak. Byłaś grzeczna? Zasłużyłaś na kawałek tortu albo batonika. Zrobiłaś coś złego – nie dostaniesz ulubionego rarytasa.  Pomijając zupełnie fakt, że używamy do wychowywania własnych dzieci produktów da nich szkodliwych to zobaczcie co się dzieje w głowie dziecka. Ono przestaje traktować batonik jako zwyczajny batonik. Ten batonik został podniesiony w jego świadomości do jakiejś chorej rangi, która w podświadomości zostaje w nas często na całe życie.

Potem wchodzimy w wiek dojrzewania i zaczynają się – szczególnie w przypadku dziewczynek – problemy z postrzeganiem swojego ciała. Po 10 roku życia organizm ludzki doznaje czegoś co nazywa się młodzieńczym skokiem wzrostowym, podczas którego waga zazwyczaj podwaja się, następuje nasilony wzrost i rozwój. Szczególnie dziewczynki – nie wiedzą wtedy co dzieje się z ich ciałem – przestają je akceptować i zaczynają traktować jedzenie (oraz cały świat) jako wroga. Wiecie, że 78% nastolatków jest w trybie wiecznego odchudzania? Co to oznacza? Ano tyle, że mamy kolejny moment w życiu kiedy jedzenie znowu nie jest TYLKO paliwem ale zaczyna przybierać postać mitycznej bestii, z którą trzeba walczyć niczym Harry Potter.

O ile to odchudzanie jest tylko dziewczęcym kokieteryjnym gadaniem to jeszcze pół biedy. Ale w skrajnych przypadkach pojawia się anoreksja lub bulimia, czyli zaburzenia, które świadczą o zupełnej utracie kontroli nad odżywianiem. Nastolatki albo nie jedzą w ogóle – bo przecież pokarm to zło – albo jednocześnie owy pokarm kochają i go nienawidzą.  Na przeciwległym biegunie są jeszcze osoby kompulsywnie się objadające a także w miarę świeża grupa zaburzonych – ortorektycy (czyli osoby, które w zdrowym odżywianiu i wyliczaniu makro popadły w obłęd).

Wszystkie te zaburzenia oscylują kochani wokół jednego – naszych żywieniowych nawyków i naszej relacji z jedzeniem.  Wszystkie biorą się stąd, że nie potrafimy – częściej niż nam się wydaje – potraktować obiadu jako zwykłej dostawy paliwa, którego potrzebuje nasze ciało by normalnie funkcjonować. Dokładanie tak samo jak potrzebuje powietrza czy wody. 

Wydaje Wam się teraz, ze Was to nie dotyczy? Zastanówcie się zatem jak często byliście w takiej sytuacji?

„Zjadłam paczkę OREO więc muszę teraz zrobić dwa razy cięższy trening (ZA KARĘ)”

„Jestem smutna – musze kupić lody, lody są dobre na wszystko”

„Yeeees zrobiłam to – udało mi się coś ważnego – trzeba to uczcić tortem bezowym z malinami”

HA! Mam Was 🙂 I jestem o tym przekonana bo jakbym miała wymieniać ile razy w życiu słyszałam lub sama wypowiadałam tego typu słowa – to bym chyba siedziała przez tydzień 😉  Prawda jest taka, że bardzo nieliczne osoby nie myślą o jedzeniu jak o Świętym Graalu. Większość z nas podświadomie się smakołykami nagradza lub pociesza. Tak nam być może zostało z dzieciństwa ale ważne jest by sobie to uświadomić i przynajmniej się postarać zejść z tej drogi.

Jedzenie to TYLKO jedzenie. To paliwo. Nie jakieś święto. Świętować możecie na miliony innych sposobów – poprzez realizowanie swoich pasji, przeczytanie dobrej książki, pójście do kina czy do teatru, spotkanie z przyjaciółmi. Możliwości jest całe mnóstwo. I nie chodzi teraz o to byście przestali świętować w restauracjach czy przestali jeść ulubione rzeczy!!!! Chodzi o to byście potrafili rozróżnić kiedy Wasza relacja z jedzeniem staje się ….. niezdrowa 🙂

 

 

 

 

Autor Kasia