Sparing rzecz święta

Ja już nie mogę dłużej, nie dam rady, sam z tym wszystkim, napięcie, którego nie potrafię (nie chcę? uzależnienie?) rozproszyć, ten wstyd, ten strach….kroki na klatce schodowej i jedna myśl….co dzisiaj? będzie dobrze? co tym razem?

– „Cześć MISIO”!

– „Cześć Kwiecie/Kochanie/Cudzie mój…(rękawica podjęta, walczę – w końcu tyle we mnie człowieka co usiłowania (…)”

– „COŚ TAKI MARKOTNY, WSZYSTKO OK? GOTOWY?”

– (na co?, do czego?) – „jasne Skarbie”!

– „WIDZIAŁEŚ?”

– (dobra pierd…., poddaje się, poległem na drugim, pod Grunwaldem pewnie zginąłbym przygnieciony latryną, cały w ekskrementach, wymyśl tu domorosły literacie epitafium dla takiego ASA… bo niby jak odpowiedzieć „bez pudła” KOBIECIE na taką konstrukcję: „WIDZIAŁEŚ???” – na starcie wiem jak nazywa się otwór, będący metą moich dzisiejszych umysłowych zmagań) – „w jakim sensie widziałeś?”

– „ŻARTUJESZ???”

– (po cholerę się kąpałem, pot cieknie, czuję te wybywające 70 % wody ze mnie, ale odbijam piłeczkę) – „nie rozumiem?”

Proszę nie pytać dlaczego nie wybrałem naturalnej wydawać by się mogło drugiej ścieżki, a mianowicie: KŁAMSTWA – to nie przejdzie. Kiedyś, co naturalne próbowałem moderować rozwój wypadków jakimś gładkim mijaniem się z prawdą, ale ileż można spędzać czasu na obdukcjach, błędnik ważne urządzenie, nie lekceważcie go! ;).

– „NO JAK TO, TY MASZ KOGOŚ?” (to na osobny temat, jakiej odpowiedzi oczekuje osoba zadająca takie pytanie?)

– (rakieta odpalona, nawet odliczanie jakieś takie krótkie było dzisiaj, pora udać się na orbitę własnych marzeń) „Kasiu, droga Kasiu…pomóż mi podążyć wraz z TOBĄ do krainy wiedzy wszelakiej, ZATEM?

– „noooo….BAYERN GRA…”

– (cisza, cisza miary spokoju CZARNEJ DZIURY, wykorzystuję ten moment na zebranie danych: sezon się skończył, czwartek -kto gra do cholery w czwartki?)

– „MISIU…NIE ROZUMIEM, NIE OGLĄDAMY, CO SIĘ DZIEJE?”

– „Kochanie ani liga, ani puchary nie grają” (ta wyższość w moim głosie, po co ja się prowokacyjnie uśmiecham?)

– „BAYERN gra sparing (zgrzyt zębami jak na linii USA-IRAN), w SYDNEY, pierwszy skład wystawili, ten nowy od pierwszej minuty zagra!!!”

– „Kasiu, sparing, z Kangurami, kogo to, pewnie nigdzie nie transmitują?”

 

No i sam sobie robię krzywdę takim lekceważeniem tematu, gdyż:

a) Kasia skutecznie zadbała o to abyśmy posiadali każdy, ale to każdy kanał TV, który może kiedyś dokonać nawet najbardziej egzotycznej transmisji.
Kasi rozmowa z Panem, u którego 30 minut przed pierwszym gwizdkiem załatwiała dostęp do nowych kanałów transmitujących jakieś rozgrywki – dialogu mało, monolog za to doskonały!!! Rola życia mojej Pani (OSCARZE gdzie jesteś?) uśmiech nie schodził mi z twarzy, Pan bez szans, każdym słowem prowokował ZAMIESZKI – „mogę dodać jeszcze w promocji kanały tematyczne o gotowaniu”.
Ten miły, nieświadom niczego człowiek opisywał mojej ŚLUBNEJ system rozgrywek, rozszyfrowywał skróty, dobrze, że nie ruszył tematu „spalonego”.
Czekałem tylko, gdy poprosi kogoś dorosłego do telefonu 🙂
A Kasia jak mantrę powtarzała przez zaciśnięte zęby – „rozumiem, że ZARAZ będę miała dostęp?”
b) Kasia ma APPKI, które informują o wszystkim, wszędzie, STATYSTYCZNE ELDORADO :). Te aplikacje w dodatku wysyłają do Kasi SMSy z informacjami (gole, zmiany, komentarz live itd.), przy weekendzie urodzajnym w wydarzenia SMS za SMSem, jak transmisja MORSEM z tonącego okrętu!

– „TRANSMITUJĄ!”

– „Kochanie, to tylko sparing, może obejrzyjmy ten film, ten wiesz, mówiłem Ci, Leonardo gra….”

– „MIIIISSSIIIUUUUUU….”

– (ostatnia deska ratunku, wymyśl coś Macieju, wymyśl szybciutko, słoneczko zachodzi nad naszym pueblo!) „ Zuzka chciała obejrzeć nowego MARVELA” (mocne!)

– „DEAR, MY DEAR (moim zdaniem to nie jest przypadek, że w wymowie jest to JELEŃ), nie kombinujcie mi tutaj, włącz proszę (tu pada bez błędu numer kanału), nie zapomnij również o uruchomieniu TRYBU SPORT (która z Pań wie o takiej opcji? trawa na murawie jest rzeczywiście bardziej zielona :))

– „ZROBISZ DRINECZKA MISIU?”

Szanowni Czytelnicy!

Ktoś/coś?

Relacja w naszym gospodarstwie rzec można delikatnie zaburzona, nieprawdaż?

Ja od zawsze interesowałem się piłką, kopałem, później kibicowałem, miałem również epizody na „kibicowskim szlaku”.
Gdy mój ukochany klub zdobył mistrzostwo kraju, było to tak nieprawdopodobne, że za czyny niegrzeczne trafiłem „na dołek” (w kompanii erudytów przezacnych – pozdrawiam wszystkich!!!)
Jednak, gdy kiedyś (całkiem niedawno) Zuza zapytała mnie co to jest koktajl Mołotowa (zdaje się, że oglądała relację z rozruchów w PARYŻEWIE) dla bezpieczeństwa publicznego porozmawialiśmy o tym, gdy Kasia była poza domem 😉

Autor MAciek Jurkowski