Valdemossa. Deia. Soller. Pakiet obowiązkowy na Majorce!

Gdziekolwiek się nie udacie na WYWCZASY zawsze znajdziecie miejscówki, rekomendowane  jako te, które zobaczyć po prostu MUSICIE – jak NIE odwiedzicie – lokalizacja nie jest „zaliczona” 😊

EGIPT to piramidy (we wszystkich przewodnikach wyglądają jakby stały pośrodku pustyni, a ja tam widziałem PIZZA HUT po sąsiedzku i całe kwartały ulic)  i góra SYNAJ, ANGKOR Wat w Kambodży, na Zanzibarze dom, w którym FREDDIE MERCURY zamieszkiwał (mam wrażenie, że jest tam tych domów kilkanaście – często musiał się przeprowadzać 😉)itd.

Nie inaczej jest na MAJORCE – miliony turystów przybywających tu rokrocznie dostaje info w samolocie, na lotnisku, w hotelu, w wypożyczalni środków transportu – „koniecznie musicie ZOBACZYĆ (tu pada nazwa)”.

Problem z Majorką mamy właściwie tylko JEDEN – im więcej czasu spędzamy na poznawaniu WYSPY  tym bardziej rośnie nasze przekonanie, że….MAMY do zobaczenia jeszcze więcej!

Miejsc, które chcielibyśmy polecić jest MNÓSTWO!

I nie mówię tu tylko o naszym ukochanym SŁONECZKU, cudownych plażach czy lokalach (ta gałąź turystyki to GASTROTURYSTYKA 😊) – myślenie o Majorce przez pryzmat dobrej pogody, kilometrów plaż i turkusowej wody jest po prostu krzywdzące potwornie!

Ktoś chce bawić się całą noc i nie martwić o wierzchnie okrycie – PALMA i MAGALUF zapraszają jako pierwsze.

Turystyka sakralna – katedra w PALMIE i setki kościółków, klasztorów czy pustelni – tylko czekają na odwiedziny.

Turystyka rowerowa? Rowerzyści są wszędzie i mam wrażenie graniczące z pewnością, że konflikt AUTO-ROWER tu po prostu nie występuje 😊 SETKI kilometrów ścieżek rowerowych dla tych jeżdżących rekreacyjnie a dla kolarzy wspaniałe trasy w górach w połączeniu z wysoką kulturą na drodze! Gdy ostatnio odbierałem Kasię z lotniska obok z tabliczką stał Pan, a na tabliczce napisane….TEAM INEOS – fani kolarstwa wiedzą, że to taki REAL MADRYT na rowerach 😊

Piesza turystyka na MAJORCE? Pasmo górskie SERRA de TRAMUNTANA aż prosi o wizytę! Chyba najbardziej znana trasa „RUTA de Piedra en Seco – GR221” (po naszemu „Ścieżka/trasa suchych kamieni”) to długodystansowy szlak (ponad 160 km otwartych tras ze schroniskami i kolejne w przygotowaniu) prowadzący przez całe pasmo.

Ok – STOP! Mógłbym tak pisać i pisać a temat byłby nam się wcale nie wyczerpywał. Obiecuję, że przed startem sezonu (a kolarze już w lutym zaczynają „atakować” wyspę) napiszemy wpisy dot. każdego z możliwych rodzajów turystyki na WYSPIE 😊 taki challenge!

Gdybym miał się podjąć (a co tam – podejmę się) wskazać CZYTELNIKOM pomysł na spędzenie JEDNEGO DNIA na zwiedzaniu,  z dala od leżaka czy drineczka (za ostro?), który to dzień pozwoli „odrobić lekcję” pt. BYŁEM NA MAJORCE i ZWIEDZAŁEM – to typ mam na ten moment jeden.

CAŁODZIENNE nieśpieszne zwiedzanie autkiem (kolejność nie jest przypadkowa!) VALDEMOSSA – DEIA – SOLLER.

Skądkolwiek na WYSPIE nie wyruszycie porankiem to naprawdę jeden dzień wystarczy na tę trasę.  My z naszego CALA D’OR jakbyśmy nie kombinowali mamy do VALDEMOSSY 80km (czyli jak na stosunki na Majorce – b. daleko) i nigdy nie mieliśmy problemu, aby w jeden dzień przejechać trasę, zobaczyć co chcieliśmy, poczuć atmosferę, zjeść bez pośpiechu itd.

PALMĘ od VALDEMOSSY dzieli na przykład tylko 20 kilometrów doskonałej i ładnej drogi – nic tylko ruszać!

Skoro już ruszyliśmy to musi pojawić się pytanie dlaczego w tej kolejności?

Dla jadących z ALCUDII (popularna wśród Polaków miejscowość) może to być kłopotliwe, ale nadal sugerowałbym trzymać się tego planu z jednego prozaicznego powodu, a mianowicie: im wcześniej będziecie w VALDEMOSSIE tym mniejsze ryzyko załapania się na UDAR SŁONECZNY…miasteczko jest BAJECZNIE położone, tyle, że na WZGÓRZU, na którym ciężko ukryć się przed słońcem! Dużo łatwiej o to  w SOLLER czy też w PORCIE SOLLER gdzie zawsze możemy schłodzić się w morzu na miejskiej plaży.

Jest też drugi powód – mam wrażenie, że zawsze trudniej było nam w sezonie znaleźć miejsce parkingowe w VALDEMOSSIE właśnie – pomimo tego, że przy jedynej drodze przejazdowej są wcale nie małe parkingi płatne. Jedyny nasz mandat na WYSPIE przyszło mi uiścić na tamtejszym komisariacie – byłem tak szczęśliwy, że znalazłem miejsce parkingowe, iż nie spojrzałem, że trzeba je opłacić w automacie 😊.

Dość STRASZENIA teraz już o samej VALDEMOSSIE.

Małe miasteczko, które nawet poza sezonem  pełne jest zwiedzających . Moim zdaniem największe wrażenie robi PANORAMA miasta z drogi prowadzącej z PALMY (zatrzymać się gdzieś na poboczu aby „strzelić” fotkę taką jak poniżej – jest to trudne, ale możliwe – trzeba jednak zachować dużą ostrożność).

Dlaczego na Majorce „wszystkie drogi prowadzą do VALDEMOSSY”?

Przewodnikowo trzeba zauważyć:

– panorama miasta – jak coś ma zrobić wrażenie, to na pewno ona,

– miasteczko wąskich uliczek (i te doniczki wszędzie!!!) i klimatycznych kafejek,

– zwróćcie proszę uwagę na KAFLE (mnie to zawsze „rozwala”) zdobiące ściany domów przedstawiające sceny z życia miejscowej ŚWIĘTEJ o imieniu KATARZYNA,

– nasz EKSPORTOWY kompozytor, duma narodowa FRYDERYK CHOPIN właśnie tutaj ROMANSOWAŁ z niejaką GEORGE SAND znaną głównie z tego, że…romansował z Nią właśnie FRYCEK 😉. Spędzili na MAJORCE (początkowo w PALMIE, a potem już w VALDEMOSSIE) jedną zimę (teraz powiedzielibyśmy – czas „po sezonie”). Wierząc przewodnikom muzyk stworzył na WYSPIE (wybaczcie ale nie jestem melomanem) cykl kompozycji, które uznawane są za najlepsze i najbardziej charakterystyczne dla całej jego twórczości! To w niepozornej VALDEMOSSIE znajduje się druga co do wielkości kolekcja pamiątek po KOMPOZYTORZE (zawsze obstawiałem, że gdzieś w ześwirowanej na punkcie Fryderyka Japonii), którą można podziwiać w miejscowym klasztorze. Ze zdobytych informacji wynika, że CHOPIN nie miał szczęścia do pobytu na WYSPIE – w transporcie zaginął mu fortepian, zima była wyjątkowo paskudna (deszczowa) w efekcie czego przyplątało się choróbsko (czytałem o gruźlicy, a ponoć przybyli na WYSPĘ właśnie aby „podratować” wątłe zdrowie MUZYKA). Choroba musiała być na tyle poważna, że gdy tylko kochankowie opuścili miejsce zakwaterowania i wrócili do Francji miejscowi spalili większość sprzętów z domu 😊 (zważywszy, że rdzenni mieszkańcy WYSPY są skąpi – taka niewinna obserwacja – a w tamtych czasach dodatkowo byli głównie biednymi zacofanymi rolnikami to fakt spalenia dobytku potwierdza moim zdaniem, że choroba była poważna).

Sam spacer po miasteczku nawet jeśli przysiądziecie gdzieś na KAWKĘ i coś słodkiego (polecamy zdecydowanie „Pastisseria Ca’n Molinas” – kawa pyszna, wypieki lokalne…koniecznie spróbujecie  PĄCZKI z mąki ziemniaczanej zwane „COCAS DE PATATA”  no i ten ogródek!) to max. 1,5 godziny bez nerwówki i można ruszać dalej.

Nasz następny etap podróży to górska wioska DEIA, oddalona jedynie o 11 kilometrów od VALDEMOSSY.

Droga jest bardzo ładna i bywa kręta, a jak będziecie mieli ochotę to tuż przed DEIA warto zjechać do SON MARROIG (jest parking) – udostępnionej do zwiedzania (odpłatnie) arystokratycznej rezydencji. Na jej terenie znajduje się słynna KAPLICZKA, którą już Wam TUTAJ pokazywaliśmy, a po sąsiedzku (kilkadziesiąt kroków) znajduje się knajpa „Restaurante Miradors de Na Foradada” – widok z tarasu spektakularny!

Po przybyciu do DEIA pierwsze co musicie zrobić – znaleźć miejsce parkingowe! Maleńkie miasteczko dosłownie przyklejone jest do otaczających je gór/wzgórz i ciężko wygospodarować tam miejsca dla autek.

Co urzeka w DEIA? Gdybyście mnie zapytali to powiedziałbym bez zastanowienia – CMENTARZ…, a właściwie panorama z niego się rozciągająca.

Krótki spacer (drogowskazy pomogą) klimatycznymi uliczkami i będziecie mogli ocenić czy jest się czym zachwycać. Przewodniki wspominają, że w latach 80tych koncertowali tu Mick Jagger i Mike Oldfield (bardziej mi pasuje do atmosfery tego miejsca). Istnieje prawdopodobieństwo, że to tutaj właśnie przypada najwięcej różnego rodzaju GALERII, czy warsztatów artystycznych na mieszkańca na całej WYSPIE 😊 Kiedy już ruszycie dalej swoim środkiem transportu w stronę SOLLER warto zatrzymać się przy wspominanym już przeze mnie kiedyś  DOMU Roberta Gravesa (wstęp płatny) – angielskiego pisarza, który osiadł w DEIA w 1932 roku, a już dwa lata później wypuścił spod pióra moim zdaniem genialną powieść „JA, KLAUDIUSZ” i kontynuację „KLAUDIUSZ i MESSALINA”.

Jeśli encyklopedia nie kłamie PISARZ żył 90 lat z czego ponad 50siąt w DEIA właśnie! Klimat miejsca jak widać służy 😊 Kto kocha czytać, a jeszcze nie czytał – zachęcam do lektury! Jeśli ktoś chce zacząć przygodę z książką – idealne pozycje aby się zarazić bakcylem!

Nie kryję, iż TWÓRCZOŚĆ Gravesa na MAJORCE napawa mnie skrajnym optymizmem – wyjeżdżając tutaj obiecałem sobie, że w końcu NAPISZĘ coś co będzie miało zarówno POCZĄTEK jak i KONIEC i póki co….DZIEJE SIĘ 😊

DEIA wraz z odwiedzinami w domostwie pisarza to kolejne max 1,5 godziny (Kasia mówi, że to za dużo, ale to ja „dzierżę pióro”).

Spod domu GRAVESA do centrum SOLLER jest wszystkiego 10 kilometrów.

O parking tu łatwiej, bo też i miasto największe ze wszystkich na trasie naszej wycieczki, ale nie znaczy to, że nie będziecie musieli poszukać. Turystów mnóstwo, miejscowi chwalą się, że w dodatku „cały rok trwa sezon jak w PALMIE” 😊

Co przyciąga tu ZWIEDZAJĄCYCH?

Samo położenie tego zabytkowego miasteczka w dolinie słynącej z gajów cytrusowych mogłoby stanowić odpowiedź. SOLLER z oddalonym o 3 kilometry PORT de SOLLER oferuję jednakże zdecydowanie więcej!

Zabudowa miasta – wszystkie ulice prowadzą do placa de la Constitucio – tętniące życiem centrum z niezliczonymi knajpeczkami, których ogródki rozłożone są przy samych torach tramwajowych! Na mnie wrażenie zawsze robi budynek BANCO de SOLLER znajdujący się przy placu. Proponowałbym również udać się na uliczkę de sa LLuna odchodzącą od placu, aby po przejściu 100 metrów odwiedzić cukiernię SANTO CRISTO – ensaimadę (taki „ślimak drożdżowy posypany cukrem pudrem) naszą pierwszą na WYSPIE konsumowaliśmy właśnie tam i przy każdej bytności kultywujemy naszą TRADYCJĘ 😊. Uliczka ta to również ciekawe butiki z ciuchami miejscowych, niezależnych projektantów i sklepy z rzemiosłem.

Ze 200 metrów od „placu Konstytucji” znajduje się stacja kolejki wąskotorowej SOLLER – PALMA. Trasa (27 kilometrów – 13 tuneli, liczne mosty i kamienny wiadukt) obsługiwana przez zabytkowe, drewniane wagoniki, biegnie przez pasmo SERRA de TRAMUNTANA i z tego co ZNAJOMI wspominali „Warto, nawet bardzo! Panorama SOLLER z punktu widokowego PUJOL d’en BANYA musi zostać uwieczniona na zdjęciu!”.

Przy stacji kolejki w SOLLER znajduje się też przystanek zabytkowego TRAMWAJU, który kursuje na trzykilometrowej trasie w relacji SOLLER – PORT de SOLLER. Jechaliśmy nie raz i zawsze mam ten sam FUN! Ważne! W sezonie zawsze jest tłoczno pomimo, że tramwaje odjeżdżają co 30 minut!

Naszych GOŚCI zawsze tam wsadzamy i bez względu na wiek – podoba się!

Kilkanaście minut podróży tramwajem  i docieramy do PORTU SOLLER!

Końcowy przystanek znajduję się nad samą zatoką, przy głównym pasażu nadmorskim tego dawnego portu rybackiego. Ładnie tam nie powiem (czytałem, że uważane jest za najładniejsze miasteczko portowe WYSPY), ale śmiem twierdzić, że widziałem ładniejsze. W tym przypadku jest trochę jak w FERDYDURKE  Gombrowicza „Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca.” 😊 – skoro zachwyca to ma zachwycać i koniec?

Nadmorski bulwar jest – bez cudów.

Plaża również jest i to „na wyciągnięcie ręki”, ale jak dla mnie paskudna.

Na PLUS? Na pewno doskonały APEROL SPRITZ podano nam razu pewnego w jednej z licznych knajpeczek (przemyślenie mam, że dodawanie na MAJORCE przymiotnika „LICZNYCH” w nawiązaniu do KNAJP wszelakich jest trochę niepotrzebne – tutaj wszędzie są lokale, a każdy miejscowy ma swoją miejscówkę, której nie zdradza).

Jak zostanie Wam trochę czasu to zapraszam koniecznie do odległej od SOLLER o niecałe 4 kilometry FORNALUTX – wioski, która co najmniej dwukrotnie uznawana była za najładniejszą na całej MAJORCE.

Przewodniki wspominają, że FORNALUTX najbardziej przypomina MAJORKĘ sprzed boomu turystycznego (a niektóre publikacje idą dalej i utrzymują, że jest to najlepiej zachowana tradycyjna wioska w całej HISZPANII).

Dojazd do niej jest równie uroczy…jedzie się tam drogą „na szerokość” jednego pojazdu, w dodatku wciśniętą pomiędzy DOMOSTWA – radzę obserwować jadących z naprzeciwka 😊.

Razem z SOLLER (przejazd tramwajem i konsumpcja ensaimady wliczona 😉) , PORTEM (aperol spritz dodano), a dla wytrwałych również FORNALUTX to kolejne max. 3 godzinki i dzień możemy uznać za OWOCNY niebywale!

Czas spędzony w aucie jest wyjątkowo krótki, „przeloty” pomiędzy kolejnymi atrakcjami to chwilka (i nikt się nie nudzi bo trasa ładna i z adrenalinką)  Zdjęć mamy nastrzelanych dziesiątki jeśli nie SETKI, wrażeń mam nadzieję mnóstwo a i opowieści na długie zimowe wieczory nie powinno zabraknąć.

Dodaj komentarz