Wędrówki piesze

Kiedy przybywasz na Majorkę na kilka/kilkanaście dni to właściwie nie ma opcji abyś nie myślał o Wyspie przez pryzmat słoneczka, piaseczku i wody! Opalanko, obłędny kolor akwenu, setki plaż,  jakieś sympatyczne alko, świetna kuchnia – gotowy przepis na udany wypoczynek!

Oczywiście są grupy „wtajemniczonych”, które mają swoje, inne powody, aby odwiedzać Wyspę, a najliczniejszą są „miłośnicy dwóch pedałów” – kolarze. Już w samolocie można ich poznać – uparcie szukają jakiegoś pożywienia na swoich plecach a zapasowe dętki wystają im nawet z paszportu. 😉

Są też żeglarze, golfiści, entuzjaści pięknych miasteczek, folkloru i lokalnych zabytków też się znajdą.

         Pierwszy rok naszego zamieszkiwania upłynął nam pod znakiem wody i słoneczka! Plaże, beachbary, w wodzie siedzieliśmy stale. Gdzieś tam na przeciwległym krańcu Wyspy majaczyły (nawet dostojnie majaczyły rzekłbym) szczyty górskie, ale kogo by to obchodziło kiedy tu tak pięknie! (trochę przesadzam bo lubię wiedzieć gdzie mieszkam i od strony literatury temat już miałem dość dobrze przerobiony).

Pamiętam nawet jaką cichą bekę miałem z Margalidy, córki właściciela naszego wynajmowanego „obejścia” gdy coś mi tam nawijała, że nie może się doczekać na sezon – autem do Palmy, z Palmy 30 minut i Barcelona welcome, a  tam już tylko 120 minut jazdy i melduje się w Andorze na nartach…super Dziewczyna, miła, pomocna, ale trochę wariatka – co zrobić, pocieszałem się, że u Indian darzyliby ją szacunkiem! Słuchałem Jej, kiwałem nawet głową i myślałem – wyjrzyj za okno „loca”, ten błękit, to piaszczyste dno, ta drabinka wołająca „wbijaj”!

         Dziwne, bo ja bardzo lubię góry, za gnojeczka pół wakacji spędzałem z Panem Tatą i Siostrą „u góry” , w efekcie czego poza Tatrami wszystkie pasma górskie przedreptaliśmy zaliczając najwyższe szczyty (nawet Góry Świętokrzyskie mam w rozpisce! Co prawda wkurwili mnie ostatnio bo czytałem, że najnowsze pomiary wskazują na Górę Agaty jako najwyższy szczyt a nie Łysicę, ale trudno, kto mógł przypuszczać, jeb….. złośliwcy!)

         Kasia…trochę boi się wysokości – ot co. Jeszcze póki zmierza na szczyt jest dobrze, gorzej gdy musi spojrzeć w dół. Ale jak to Kasia – walczy z tym, stara się, wie, że lubię połazić po górach, przyłapała mnie razy parę gdy mapy naszego wyspiarskiego pasma studiowałem.

SERRA DE TRAUMONTANA

A jest co przeglądać! Serra de Tramuntana – 90 kilometrów góreczek o wysokości polskich Bieszczadów (chociaż najwyższy szczyt jest wyższy od polskiej bieszczadzkiej Tarnicy o prawie 100 m).

Stale się łapię na pytaniu, o polski odpowiednik i wychodzi mi jakieś skrzyżowanie Karkonoszy i Pienin?

Różnica najbardziej wyeksponowana? Gdzie niemalże nie wleziesz to widzisz…morze!!! I uwierzcie – dech zapiera! Stoję jak głąb z dziobem otwartym i oczu nie potrafię oderwać, działam w trybie „panoramy” – od lewej do prawej i z powrotem.

A ważne w tym jest to – że właściwie gówno widziałem 😊 Wszystko przede mną dopiero.

Zaliczyliśmy kilka dosłownie wycieczek, co prawda o rosnącej skali trudności, ale nadal nie porządziłbym w polskiej misji – „ANDY 2021”.

Wybieramy same trasy spacerowe – 2 godzinki do góry i schodzimy na dół. Pocieszające jest to, że żadnej niemieckiej turystki z „balkonikiem” nie widziałem, powiem więcej – obiecuję Wam „nie dam się wyprzedzić za żadne skarby”!

Pierwsza wycieczka z naszymi Znajomymi Dziewczynami, kółeczko po górkach nad Port de Soller.

TRASA PORT DE SOLLER LIGHTHOUSE

Startujecie z okolicy przystanku tramwajowego zaraz na wjeździe do Port de Soller i kierujecie się na latarnię Es Cap Gros!

Kiedy miniecie latarnię – kierujecie się na szlak GR 221.

Specyfika tutejsza? Idziesz, idziesz a tu płot solidny, albo brama i komunikaty „nie wchodzić”, „uwaga polowanie” itd. No ale przecież tam właśnie szlak prowadzi? Poczytałem i mamy sobie po prostu z tego nic nie robić, powiesili to wisi – koniec tematu. Przełazisz przez bramę, a tu kolejny komunikat widoczny od wewnątrz „zamknij bramę bo zwierzaki uciekają”. Pośmialiśmy się, „pewnie zając” przecież tu nie ma żadnych dużych zwierząt, maks jakaś „koza terrorystka” wymuszająca haracz.       

       

Uśmiech mi zamarł na twarzy jak zobaczyłem „klocka” tego czegoś na naszej ścieżce…

pierwsza myśl: „pozbieram”, w końcu robię to parę razy dziennie,

druga: „taczka by się przydała”,

trzecia: „wielkie to to, YETI takie rzeczy pewnie wyczynia po fasolce”,

czwarta (dominująca): „biedne YETI, 40 stopni, a ON/ONA w tym futrze”.

Udało nam się uniknąć konfrontacji z „tym czymś”, parę razy zastanawialiśmy się gdzie iść (szlaki na Majorce nie są źle oznaczone, czasami po prostu brakuje znaków 😉), narobiliśmy setkę fotek, zeszliśmy na dół i po trzech minutach na bulwarze nadmorskim, przy plaży sączyliśmy chłodne trunki!

To jest wspaniałe, pierwsza część dnia w górkach, a po paru chwilach kąpiesz się w cudownie orzeźwiającym morzu!

Po tej wycieczce przyszły kolejne, na szlakach dużo Hiszpanów (czym byłem zaskoczony), są zdyscyplinowani (jeszcze większe zaskoczenie) i noszą ze sobą jajka na twardo (tu emocje wzięły górę i po zasapanym policzku mym łza się potoczyła).

I wiecie co? Złapaliśmy bakcyla! Uświęcone kiedyś weekendowe MECZYKI na liście priorytetów osunęły się zdecydowanie, nasze weekendowe leniuchowanie (bardzo potrzebne w życiu  każdego z nas) zastąpiły: pobudka, kanapeczki do plecaka, mapa i jedziemy eksplorować Wyspę!

Nadchodzący weekend? Mamy plan z Panią Małżonką (pod warunkiem,  że uda mi się dotrzeć na Wyspę – jestem jak ten mityczny Odyseusz) poszwendać się troszkę, może gdyby zdarzył się szczęśliwie jakiś opad atmosferyczny to i potoki się uaktywnią?

Nasze kolejne wycieczki opisywać będziemy dla Was z częstotliwością – jeden wypad = jeden wpis, a nuż komuś się przyda…

Ja namawiam! Warto! Jeśli lubicie chodzić po górach, wpadajcie na Majorkę i cieszcie się pięknem!

Dodaj komentarz