Cala d’Or – miasteczko ze złota

Jeśli zastanawiacie się jeszcze Kochani (albo myślicie już o kolejnym sezonie) nad wyborem wakacyjnej lokalizacji na Majorce, a zależy Wam na odpoczynku, świetnej bazie wypadowej, pięknych okolicznościach przyrody i jesteście fanami zatoczkowych plaż to w 100 % mogę polecić nasze Cala d’Or!

W przewodnikach znajdziecie info, że to nie jest miejsce tętniące życiem nocnym – fakt, ciężko z tym stwierdzeniem dyskutować! Drzewiej (piękny wyraz) bywało, że nawet jakieś disco tu funkcjonowało (a la Manieczki, ale dużo mniejsze i bez mordobicia przed lokalem 😉), przynajmniej tak wspominają nasi Przyjaciele mieszkający tu już dekadę.

Biura podróży sugerują, iż jest to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi oraz par – i o dziwo nie zmyślają w tej kwestii! Jeśli celem Waszej podróży jest dobra zabawa w swoim towarzystwie to nie moglibyście wybrać lepiej – miejscówka idealna, my zakochaliśmy się natychmiast i tak nas trzyma już trzeci sezon :>

Zerknijcie na tę mapę:

Pierwsze co rzuca się w oczy to?

Miasteczko rozłożone jest wzdłuż naszych kochanych zatoczkowych plaż!

Zakładając, że zamieszkalibyście np. w hotelu o nazwie ANTARES (w samym centrum, przy głównej ulicy) prowadzonym przez naszych przyjaciół Polaków to do najbliższej bajkowej plaży Cala Gran mielibyście ze 200 metrów!

Do kolejnej – Cala Petita może 300 metrów!

Wystarczy powiedzieć, że do najbardziej oddalonych Cala Egos z jednej strony i Cala Serena z drugiej spacerkiem z wózkiem  można dojść w 30 minut (a zaczęła już również jeździć ciuchcia dla turystów, co przy letnich temperaturach bywa zbawieniem).
W naszym mały Cala d’Or mamy 7 plaż pełną gębą! I co jedna to piękniejsza!

Oczywiście mówiąc o naszej miejscowości nie sposób nie wspomnieć o marinie ulokowanej w najgłębszej zatoczce –  Cala Llonga.
Duża, bo oferująca ponad 550 miejsc do cumowania, z pełnym zapleczem technicznym jest cenionym (i drogim, mam wrażenie, że nawet jak na majorkańskie stosunki) przez żeglarzy i motorowodniaków miejscem. Półgodzinny spacer nabrzeżem mariny to obowiązkowy punkt programu: szeroki chodnik, „knajpa na knajpie”, piękne jachty, powiew „wielkiego świata” 😊

Poza rozłożeniem kompleksu Cala d’Or – Cala Egos – Cala Ferrera (ja to traktuję jak jedno ciało z centrum w Cala d’Or) nad urokliwymi zatoczkami kolejną rzeczą, która każdemu musi rzucić się w oczy jest fakt, że….wszystkie budynki są tu białe! Taki Ibiza style! Nie ma odstępstw, patrzcie jak ładnie wygląda budynek kościoła.

Robi to niesamowite wrażenie i jest tak różne od reszty naszej pięknej acz pstrokatej często wyspy. Elewacje białe, okiennice w zdecydowanej większości w kolorze zielonym i dodatkowo – NISKA ZABUDOWA.

W naszym miasteczku wysokich budynków szpecących krajobraz nie stwierdzono!

Za to zgrabnych hoteli, aparthoteli, hosteli czy zespołów apartamentów mamy ponad 40ści. Od bardzo drogich, przez „tylko drogie” do lowcostowych, z których chętnie korzysta młodzież i ludzie, którzy na wzór Hiszpanów „w mieszkaniu tylko śpią” – każdy znajdzie coś dla siebie!

Teraz o naszym ukochanym jedzonku będzie :>

Zjeść w sezonie możecie dosłownie na każdym kroku (poza sezonem wygląda to…dramatycznie, ale radzimy sobie) i prawie wszystko.

W samym sercu Cala d’Or mamy kwartał ulic zamknięty dla ruchu kołowego gdzie w swoje progi zaprasza bardziej „dziesiąt” niż „naście” różnych lokali.

 Chcesz spróbować lokalnej kuchni – nie ma problemu, tajskiej – proszę bardzo, Meksyk – zapraszamy, tapasy tylko – obecny! Nie będę pisał o świeżej rybie, czy owocach morza bo tego jest wszędzie pełno 😊  Jak się uprzecie i dobrze poszukacie to znajdziecie też lokal z niemieckim wursztem gdzie my z Kasią oglądaliśmy kiedyś mecz Bayern-Borussia i było zabawnie 😊

W Cala Egos i Cala Ferrera wygląda to podobnie, o restauracjach w marinie jachtowej wspominałem.

A co mogą robić sportowcy, którzy zdecydują się na bazę wypadową w Cala d’Or?

Pływanie zarówno w otwartych wodach (pamiętajcie o boi jak chcecie gdzieś dalej wypływać) jak i na basenie krytym (mamy!). Z tym basenem to w ogóle jaja są, że się tak wyrażę. Lat temu dwa pojechaliśmy zapisać się z Zuzką na basen i zaliczyliśmy dwa nokauty w 5 minut. Pytania padły z mojej strony, a mianowicie:
– ile kosztuje ta przyjemność? (w Wawie chodziłem na basen, który otwierali skoro świt, ale karnet ponad 400 PLN/miesiąc)

– czy będzie ciasno na torach? ( o świcie chodziłem, aby się nie mordować w 5 osób na torze)

Pani w odpowiedzi rzuciła dwie  liczby i uznałem, że się nie zrozumieliśmy, zacząłem więc drążyć gestykulacją temat.

Okazało się, że zrozumiałem…

 Pani mi podała cenę 60 euro więc zachwyciłem się, że taniej niż w Polsce, a potem okazało się, że podana kwota to koszt korzystania przez 6 miesięcy z pływalni!!!
Wyszło 10 euro miesięcznie.
Po pierwszych wizytach na basenie (w różnych godzinach)  wiedziałem, dlaczego Pani nie rozumiała mojego drugiego pytania i patrzyła na mnie jak na idiotę.

6 torów na basenie i 3 osoby maks! Nigdy więcej nie stwierdzono  większej ilości osobników…

To, że Majorka jest doskonałą destynacją dla kolarzy to wie chyba każdy entuzjasta dwóch pedałów (sorki, wiem suchar, ale musiałem 😉). Marzec, kwiecień, maj, wrzesień, październik to miesiące gdzie kolarzy jest na drogach więcej niż samochodów. To tutaj trenują wielkie teamy worldtourowe przed sezonem (czekałem kiedyś na Kasię na lotnisku, a wraz ze mną jacyś Panowie z tabliczkami BORA i INEOS oczekiwali na przylot ekip). Na Majorce organizowane są doskonałe obozy treningowe dla całej kolarskiej Europy. Szczerze muszę dodać, że zdecydowana większość rowerzystów „kręci” na zachodnim wybrzeżu wyspy, to tam jest nasze spektakularne pasmo górskie z serpentynami i kilometrami podjazdów. Dziesiątki razy jechałem w żółwim tempie autkiem za małym peletonem wspinającym się gdzieś mozolnie. Nikt nie trąbi, raczej kibicuje się dzielnym sportowcom, nikt się nie złości, nie spycha do rowu (nie ma rowów), nie wyprzedza jak szalony – można? Można!

Nasza okolica nie obfituje we wzniesienia gdzie można z wysiłku porozmawiać z dawno zmarłym członkiem rodziny, ale to nie znaczy, że nie ma tu kolarzy. W okolicach Cala d’Or „kręcą” po prostu bardziej rekreacyjnie niż wyczynowo, chociaż wjazd na nieodległy Sant Salvador moim zdaniem można kwalifikować jako próbę samobójczą.

Tenis ziemny to duma wyspy i korty są tu wszędzie, również w naszym Cala d’Or. Rafa Nadal urodził się w mieście Manacor, odległym o 30 kilometrów od naszej miejscowości.  Działa tam znana szkoła tenisowa założona przez genialnego tenisistę oraz muzeum jemu poświęcone.

Żeglarstwo, motorowodniactwo i zabawy na wodzie – nawet nie wiem co napisać, to chyba oczywiste? Żagle, jachty motorowe, z patentem i bez, ze skipperem  i bez, kajaki, rowery wodne itd.

W Cala d’Or ponadto można:
– jeździć konno

– nurkować

– grać w kosza

– w piłkę nożną

– w squasha

– grać w golfa na pięknym polu golf vall d’Or (6 kilometrów od miasteczka)

– grać w padla (poczytajcie o tym, tutaj bardzo popularne)

– iść na siłownię.

Na początku wspomniałem o świetnej bazie wypadowej do eksploracji wyspy. Do Palmy jedziemy maksymalnie godzinę (przed sezonem otworzyli nam kolejne kilkanaście kilometrów dwupasmówki miedzy nami a stolicą), do lotniska 45 minut. Wszystkie top destynacje na wyspie to maks godzina i pół,  popularne smocze jaskinie – 30 minut, bajeczna plaża Es Trenc – podobnie.

Jak wygląda natomiast Cala d’Or jako miejsce wypoczynku rodzin z bąbelkami?

Tony piasku, ciepła woda, doskonałe lody, moc atrakcji na wodzie i lądzie, w razie czego zaplecze medyczne (tfu-tfu)- czego można więcej chcieć?

Przyjeżdżajcie Kochani do naszego Cala d’Or i cieszcie się wakacjami!

A na koniec ……… zdjęcie o zachodzie słońca – no powiedzcie, że to nie jest bajka?

P.S. Kasia opowiadała Wam ostatnio o nowym hotelu Eques Petit, który otwarty został w naszym Cala d’Or miesiąc temu. Piękny – boho, Ibiza style ….. ale o tym opowiemy Wam już jutro podczas wizyty w tym hotelu właśnie.

Dodaj komentarz